• Wpisów:51
  • Średnio co: 39 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:16
  • Licznik odwiedzin:26 413 / 2061 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
~Tydzień później~

Czas mijał wolno. Każdy dzień przynosił ze sobą coś nowego. Powoli starałam się przyzwyczaić i zapomnieć, jednak nie należało to do najłatwiejszych spraw. Nie żałuję tego, że wyjechałam do Londynu. Wiem ... teraz przez to cierpię, ale te 3 tygodnie były najlepszymi dniami mojego życia. “Nigdy nie żałuj tego, co dawało ci radość” - tak mówi znany mi cytat, którego całkowicie się trzymam.
Zakończyłam swoje rozmyślanie i wstałam leniwie z łóżka. Popełzałam w stronę łazienki kopiąc w leżące na mojej drodze rzeczy. Rodziców znowu nie było w domu. Tak, to oni mówili mi, że mnie kochają, że jestem dla nich najważniejsza, ale teraz, kiedy wróciłam jest jak dawniej.
Weszłam do łazienki i przetarłam twarz mokrym ręcznikiem. Umyłam zęby i spięłam włosy w wysoki kucyk. Wracając do pokoju wyciągnęłam z półki spodnie marmurki, białą bluzkę i czerwoną bejsbolówkę. Szybko się przeprałam i zeszłam na dół na śniadanie. Nalałam do miski mleka i wsypałam płatki - moje najczęstszy i zarazem ulubiony poranny posiłek. W mgnieniu oka byłam gotowa do wyjścia, tak jak Rachel, która zapukała do moich drzwi.
Do szkoły szłyśmy w ciszy. Niebyła ona spowodowana brakiem tematów czy obrazą, lecz po prostu nie chciałyśmy zakłócać dźwięku otoczenia. Weszłyśmy do szkoły i mijając znanych nam ludzi znalazłyśmy się w klasie. Po chwili rozległ się dźwięk cichego skrzypnięcia drzwiami, co oznaczało przyjście nauczycielki. Przez całą lekcję czułam się jakoś dziwnie i nie wiedziałam dlaczego. W końcu zadzwonił upragniony dzwonek pozwalający nam wyjście na krótką przerwę. Usiadłam w kącie sali zasłaniając kolanami telefon. Zaczęłam powoli przeglądać wszystkie zdjęcia z Londynu jakby chcąc pogorszyć sobie tym humor, lecz kiedy widziałam się uśmiechniętą przy przyjaciołach nie miałam powodów do smutków. Tessa z lodem na twarzy, Steven w moich okularach przeciwsłonecznych, Rachel wspinająca się na murek ogradzający park i w końcu my wszyscy razem na przyjęciu pożegnalnym z balonami w ręku i łzach w oczach. Tak bardzo pogrążona byłam we wspomnieniach, że nawet nie zauważyłam kiedy do klasy weszła wysoka, ciemnowłosa nauczycielka. W mgnieniu oka wstałam na równe nogi i podbiegłam do mojej ławki.
- Wszystko w porządku Lisa ? - zapytała mnie matematyczka podejrzanie na mnie patrząc.
- Tak, tak. Przepraszam. - odpowiedziałam lekko się uśmiechając i spuszczając głowę by choć na chwilę cała klasa przestała zwracać na mnie szczególną uwagę.

Lekcja mijała spokojnie. Wgapiałam się tylko w tablicę nawet nie rozumiejąc co jest na niej napisane. Gdy chciałam spojrzeć na zegarek wiszący po mojej lewej stronie coś innego przykuło moją uwagę ... a raczej ktoś. Poczułam na sobie wzrok lekko przestraszonego tą sytuacją Emila, który odwrócił głowę próbując uratować swoją sytuację. Zachowałam się jak gdybym tego nie zauważyła. I z powrotem oparłam się o krzesło. Po chwili znowu powróciło do mnie dziwne uczucie. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i spuściłam głowę.
- Emil! Uważaj a nie gap się tak na Lisę! - Właśnie takie słowa padły prosto z ust nauczycielki. Cała klasa zaczęła się głośno śmiać. Poczułam jak się czerwienie, z resztą nie tylko ja. Chłopak całkiem skrępowany i nie wiedzący co robić bawił się tylko jakąś nitką wystającą z jego koszulki. Nie śmiał nawet spojrzeć się na kogoś. W tamtym momencie zrobiło mi się go trochę żal. Nie wiem czemu, ale siedział taki jakby smutny i przestraszony. Kiedy tylko zabrzmiał dźwięk ukochanego dzwonka podeszłam do niego.
- Nie martw się. Nauczycielki takie są. - powiedziałam i posłałam mu szeroki uśmiech, który odwzajemnił. Założyłam na ramię torbę i już chciałam wyjść z klasy kiedy ktoś pociągnął mnie za rękę.
- Może miałabyś ochotę gdzieś wyjść ? - zapytał mnie trochę przerażony odpowiedzią Emil. Ja tylko delikatnie się uśmiechnęłam i wypowiedziałam ciche "Z chęcią".
- To dzisiaj o 16:00?
- Pasuje. - Tym razem to on wyszedł podążając do innej klasy. Ja chwilkę odczekałam i stojąc w tyle tylko przyglądałam się powoli znikającej sylwetce chłopaka. Czułam się tak, tak ... dziwnie. Czy to mogło przerodzić się w coś więcej? To się wkrótce okaże...

Minęły już wszystkie lekcje a ja siedziałam w domu na moim ukochanym fotelu. Wpatrywałam się w "pustą" szafę. Gdzieś z tyłu zobaczyłam kawałeczek białej tkaniny, która mnie zaciekawiła. Podeszłam bliżej aby zobaczyć co to za zapomniany ubiór - biała sukienka z Londynu. Chciałam odłożyć ją na swoje miejsce, ale pomyślałam, że przecież nie muszę mieć z nią wspomnień związanych tylko z Anglią. Szybko się w nią przeprałam i spięłam długie włosy.
Teraz pozostawało mi tylko czekać na spotkanie.

Powoli dochodziła 16:00. Zaczęłam się denerwować i chodziłam w kółko po pokoju oczekując na zbawczy dźwięk pukania do drzwi.
Takie po chwili nastało. Pośpiesznie zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi. Stali przed nimi moi rodzice. Spuściłam głowę w dół i klapnęłam na fotel w salonie.
- Myślałam, że bardziej ucieszysz się na nasz widok. - powiedziała zawiedziona matka i spojrzała na mnie od stóp do czubka głowy.
- Cieszę się, tylko ... Czekałam na kogoś jeszcze. - podeszłam do rodziców i delikatnie się uśmiechając uścisnęłam ich.
- No właśnie to już zauważyłam. Kto jest tym szczęściarzem. - cicho parsknęłam śmiechem.
- To tylko kolega... - przerwało mi pukanie do drzwi. W mgnieniu oka stanęłam na równe nogi i otwierając złapałam za jasne baletki i wybiegłam z domu pozostawiając za sobą "idę!".
- Przepraszam, ale właśnie przyjechali moi rodzice.
- Nic nie szkodzi. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
- Nie, jasne, że nie.
- Pięknie wyglądasz. - usłyszałam i chyba zrobiłam się trochę czerwona. Dopiero teraz po założeniu butów podniosłam wzrok na chłopaka. Stał nie spuszczając ze mnie wzroku, tak jak ja w tym momencie z niego. Ubrany w kraciastą koszulę i dżinsy przypominał mi Stevena, ale nim nie był...
- Ty również wyglądasz niczego sobie.
- Heh ... Idziemy?
- Tak, tak. - Po tych słowach nastąpiła cisza. Szłam przed siebie nawet nie wiedząc gdzie. W końcu postanowiłam się czegoś dowiedzieć.
- A tak właściwie, to gdzie idziemy?
- To będzie niespodzianka. - odpowiedział mi Emil z jakby chytrym uśmiechem na twarzy, który bardzo mnie rozbawił. Sama zrobiłam minę proszącego psiaka, ale i tak nic ona nie dała bo chłopak nie chciał mi niczego powiedzieć.

Po półgodzinnej i miłej drodze zza niewielkiego murku zobaczyłam wesołe miasteczko.
- Chyba nie chcesz...
- Taki mam zamiar. - Emil roześmiał się i pociągnął w stronę miejsca, do którego zmierzaliśmy. Stanęliśmy przy kasie a on wykupiłam bilety z czego jeden dał mi, a jakiś masywny Pan wpuścił nas do środka. W tym momencie poczułam się jak mała dziewczynka, która pragnie zawołać "To gdzie najpierw idziemy?! Może na samochodziki albo na karuzele?!". Musiałam jednak być trochę bardziej opanowana i tylko delikatnym głosem powiedziałam:
- Prowadź. - posłałam szeroki uśmiech chłopakowi, a on klepiąc mnie w plecy zawołał "Kto ostatni przy autkach ten zgniłe jabłko".
W tym momencie zaczął się wyścig, a ja jak małe dziecko wbiegłam do niebieskiego autka najpierw podając bilet młodszej kobiecie.

Końca dnia nie było widać. Wyczerpana ilością wrażeń usiadłam na ławce przy niedużej fontannie.
- Podobało się? - zapytał się chłopak siadając obok mnie.
- Pewnie, że tak. W końcu mogę się oderwać od tej szarej rzeczywistości i posmakować życia, czuć się jak mała dziewczynka i cały czas się śmiać. - odpowiedziałam spoglądając na Emila, w którym widać było dumę. Przecież to dzięki niemu mogłam to właśnie powiedzieć. Przybliżając się lekko w jego stronę uściskałam go z całych sił i wyszeptałam szczere "Dziękuję".
- To ja dziękuję, że mogłem spędzić dzień z kimś tak cudownym jak Ty...
____________________________________________________________________________________________________

W końcu po tak długiej przerwie dodaję obiecany rozdział. Z góry przepraszam za błędy. Wiem, ze jest nudny, ale nic innego wymyślić nie umiałam. Jest też trochę dłuższy niż zwykle, ale nie wiem czy to Was cieszy :P
Oczywiście bardzo dziękuję Magdzie (funiek244.pinger.pl/) bez której na pewno byłoby mi dużo trudniej.
Przy okazji dziękuje także wszystkim, którzy pomimo mojej bardzo rzadkiej obecności dalej czytają moją "książkę" i odwiedzają bloga.
Kolejne podziękowania za życzenia urodzinowe. :D
Jesteście wspaniali i gdyby nie Wy nie byłoby tego bloga :)
Kocham Was i jeszcze raz ogromnie dziękuję ^^
  • awatar ♥Bo ja jestem IZA!♥: nie chcę być chamska czy coś ale jakoś nie wciągnął on mnie tak bardzo...czytałam to opowiadanie wcześniej i wtedy bardziej mi się podobał... ;) jak czytałam ten rozdział lekko się nudziłam... może następne będą lepsze tego nie wiem... Nie byłam chamska tylko szczera a tego potrzebuje każdy artysta:szczerego komentarzu ;) wpadnij do mnie :)
  • awatar Krwistaa.Melanie: OMG Boooskie !
  • awatar żuczek. ^^: piękny rozdział :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Wiem, wiem ... tak rzadko dodaje wpisy, ze pewnie już o mnie zapomnieliście ;(
To ja postaram się przypomnieć ; )
Rozdziału niestety nie ma, ale dla pocieszenia dodam, że ponad połowa jest już napisana :D
Chciałam dodać dzisiaj, ale niestety się nie udało.
Pewnie zastanawiacie się po co w ogóle to pisze ... tak więc myślałam, że dodam tu rozdział, a pod nim to co czytacie teraz. Miał to być urodzinowy rozdział. Urodzinowy nie dlatego, ze pisze dla was cały rok, ale z powodu moich urodzin. Tak... 10 lipiec - data moich urodzin :D
Dziękuje wszystkim tym, którzy są ze mną od początku ;)
To naprawdę pocieszające i uwierzcie mi, że nigdy Was nie zapomnę :D
Wiem, piszę jakbym kończyła "książkę" :P
Nie robię tego, a nawet powiem, że postaram się dodać jutro rozdział ^^
13-ste urodziny mogę "spędzić z Wami" i sie cieszę. Co prawda odprawiam je dzisiaj ... no ale :P

Dziękuje jeszcze raz ^^

Małolata Paulina "...Zamarzona ...<3"
  • awatar Charlotta♥: 10 lipca ma moja przyjaciółka urodziny xDD
  • awatar Gość: Stoo laat. ;** <spóźnioone> wpadnij . <33
  • awatar Sylvieu: Naaaaaaaaaaaaaaaaaaaajlepsziejszego, Młoda! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Przetarłam powoli oczy. Złapałam do ręki zegarek stojący na brązowej półce przy łóżku. 7:50!
- Co?!? - wykrzyknęłam i w mgnieniu stanęłam na nogi. Czemu nikt mnie nie obudził ? - zadałam sobie to pytanie i wbiegłam do łazienki. Czym prędzej się uporządkowałam i założyłam na ciało czarną bluzkę z kokardą i ciemne rurki. Po chwili byłam już w kuchni by zrobić śniadanie. Nasypałam tęczowe płatki do pasiastej miski i wlałam do niej mleka. W pośpiechu zjadłam posiłek przez co parę razy się nim krztusiłam. Minęło niespełna 25 minut a stałam gotowa czekając na Rachel. Przyjaciółka zawsze była punktualna i pukała do drzwi dokładnie o 8:00, gdyż do szkoły nie było zbyt blisko.
Minęła już 8:10 a Rachel dalej nie było. Pomyślałam, ze może coś ją zatrzymało lub po prostu nie poszła dzisiaj do szkoły. Zarzuciłam na ramię niebieską torbę z książkami i zeszytami i powoli opuściłam dom. Ulica zawsze rano była spokojna i cicha. Ludzie grali ten sam scenariusz co ranka. Sąsiad z białego domu obok mył już swoje zawsze lśniące, srebrne auto. Pani Marzena z naprzeciwka podlewała powoli kwitnące, różowe kwiaty, które swoim pięknem umiały przykuć uwagę niewidomego. Sprzedawczyni pobliskiego sklepu obsługiwała już pierwszych klientów. Podziwiałam ją. Zawsze była szczerze uśmiechnięta, nawet kiedy na dworze lało jak z cebra ona ukazywała swoje białe zęby wszystkim napotkanym ludziom. Kiedy przechodziłam obok parku poczułam jakby ukłucie w sercu. Przypomniał mi się park w Londynie. To koło niego teraz chciałam przechodzić jak co ranka, niestety teraz musiałam nacieszyć się tylko tym. W oddali widniała już jasnoniebieska, już trochę zapomniana szkoła. Przyśpieszyłam kroku. Pierwszą osobą, która mnie zobaczyła była roztargniona Lusi. Skoczyła mi na szyję i na jednym wdechu tłumaczyła, jak bardzo tęskniła. Podobnie postępowały inne dziewczyny. Szczerze ... to było dla mnie miłe zaskoczenie, którego już przez dłuższy czas nie doznałam. To, że ktokolwiek za mną tęsknił lub po prostu ucieszył się na mój widok było ogromnym pocieszeniem.
Weszłam do szkoły razem z grupką koleżanek z klasy. Miło było widzieć swoją szkołę po niekrótkiej nieobecności, poczuć obecność znajomych mi już ludzi idących wzdłuż korytarza a książkami w ręku. W końcu dotarłam do klasy, w której miałam mieć zaraz lekcję. I znowu parę osób rzucających się na mi się na szyję. Po chwili podbiegła do mnie Rachel.
- Przepraszam, że po Ciebie nie przyszłam, ale mama zaproponowała mi podwózkę. - tłumaczyła się.
- Nie szkodzi. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Fajnie tak, nie? - zapytała po niedługim namyśle.
- Ale co?
- Jak wszyscy są tacy zadowoleni z twojego widoku.
- Heh, prawda. - dzwonek na lekcję zagłuszył ostatnią sylabę mojej odpowiedzi. Wymijając kilka osób stojących przede mną usiadłam do swojej ławki, którą dzieliłam razem z Rachel. Do sali weszła nauczycielka - wysoka i szczupła kobieta o jasnej cerze i blond włosach. Miłym głosem przywitała się z klasą i podeszła do biurka.
- Witam z powrotem nasze londyńskie dziewczyny. - powiedziała na co ja z przyjaciółką parsknęłyśmy śmiechem. Dzień stawał się coraz piękniejszy.

Minęły już wszystkie lekcje, a ja zadowolona szłam z Rachel dobrze mi znaną ulicą do domu. Opowiadanie wszystkim o moim pobycie w Londynie było męczące. Co prawda nie powiedziałam całej prawdy o nim, ale i tak czasem zbierało się na emocję. Gdybym miała przedstawiać szczegóły chyba popłakałabym się na miejscu. Rachel pomagała mi i wspierała. Niektórzy nie rozumieli po co tyle tęsknoty i zażaleń, ale tylko dlatego, że nie przeżyli tego co ja.
Pożegnałam się z przyjaciółką, która skręciła w boczną uliczkę prowadzącą do jej mieszkania i zniknęła za niewielkim murkiem. Po chwili ja także znalazłam się przed domem. Gdy do niego weszłam poczułam świeży zapach konwalii, który od dawna w nim gościł. Rzuciłam, plecak na kanapę i wdrapałam się po schodach do mojego pokoju. Przez mój poranny pośpiech po całym pomieszczeniu walały się zdjęcia. Usiadłam na podłodze i zaczęłam powoli zbierać je na jedną kupkę. Powędrowałam na czworakach do pobliskiej półki, aby je tam schować. Kiedy ją otworzyłam wypadł z niej niewielki, jasnoróżowy pamiętnik. Otworzyłam go i zobaczyłam niezgrabne i dziecięce pismo. Kiedy byłam mała miałam bzika na punkcie różnych zapisek i pamiątek. Wtedy postanowiłam założyć własny pamiętnik, aby za parę lat móc przeczytać, o tym, co działo się w moim dzieciństwie. Tylko pierwsze dziesięć stron było zapisane, gdyż po jakimś czasie znudziło mi się to hobby. Przewróciłam kolejne strony, tak, aby dotrzeć do tych całkiem pustych. Wzięłam do ręki długopis i zaczęłam pisać kolejną część mojego życia.

Drogi Pamiętniku

Wiem, już dawno tu nie zaglądałam. Teraz mam szesnaście lat i wielki mętlik w głowie. Tyle rzeczy zmieniło się w moim życiu, a w ostatnim czasie szczególnie. Nawet gdybym nie zapisała tego, co teraz czuję miałabym to w pamięci do końca życia. Poznałam co to smutek i wewnętrzne cierpienie, co to wolność i szczęście, co to miłość i przyjaźń oraz co to sympatia i nienawiść. A teraz wiem, co to tęsknota. Chyba ona jest najgorsza, bo zżera człowieka od środka nie pozwalając mu na zapomnienie. Rachel - moja najcudowniejsza przyjaciółka. To ona podtrzymuje mnie na duchu i pozwala na chociaż mały uśmiech w te najgorsze dni. Gdybym miała wybrać miłość lub przyjaźń, byłby to chyba najtrudniejszy wybór w moim życiu. Przyjaźń jest przecież częścią miłości. Troszczymy się o swoich przyjaciół jak o rodzinę. A miłość ... przecież miłość jest też przyjaźnią. Osobę, którą kochamy możemy obciążyć całkowitym zaufaniem, tak jak prawdziwego przyjaciela. Może i te słowa wydają się być bezsensu, ale ja właśnie tak to rozumiem. Nie sposób jest wybrać, ponieważ wybierając stracimy o to, i to. Jestem wdzięczna, że mogę kogoś kochać i przyjaźnić się z kimś. Chyba na tym polega życie. To znaczy, że ja powinnam się czuć szczęściarą...
__________________________________________________________________________________________________
Jestem niesamowicie szczęśliwa, że w końcu napisałam ten rozdział! Przepraszam, że tak długi nic nie dodawałam. Nie chciałam Was zawieść, lecz nie miałam weny i pomysłów. Zapewne do dzisiaj nie byłoby tego rozdziału, gdyby nie Magda (funiek244.pinger.pl/)
Ogromnie Ci dziękuję! Kocham twoje pomysły!
:)

Mam nadzieję, że się spodoba. Jeszcze raz przepraszam za tą przerwę i myślę, że nie zapomnieliście o mnie i nie macie mi tego za złe.
  • awatar Sylvieu: Pisz dalej, pisz! Proszę :*
  • awatar Lou <3: Warto było czekać. Pomogłabym, ale nie miałam czasu @Magda Kocham Cię. Czekałam na nowy rozdział i się w końcu doczekałam ;) Dziękuję Ci, znaczy Wam :D @...Zamarzona ...<3: Kocham twoje opowiadanie !!! Czekam :D
  • awatar Gość: @Ewelinaa..: @...Zamarzona ...<3: Ewelina ma rację. Od 7.50 do 8.10 jest 20 min. Drobna poprawka i będzie dobrze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Wiem ... już tak długo mnie nie ma !
Ogromnie Was za to przepraszam!
Nie przestaję pisać ... NA PEWNO !
Po prostu mam kryzys twórczy :(
Bardzo mnie to smuci i robię wszystko, aby coś przyszło mi do głowy ... no ale ;(
Chciałabym jeszcze powiadomić, że jeśli ktoś chciałby pomóc to byłabym niesamowicie szczęśliwa !
Proszę pisać na priv :)
Z góry DZIĘKUJĘ !
Cieszę się, że pomimo przerwy nadal wstępujecie na mojego bloga : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Powoli otworzyłam oczy. Wokół siebie ujrzałam biel. Jestem w niebie ? - powiedziałam sama do siebie.
- Nie, to tylko szpital. - usłyszałam w odpowiedzi od młodego lekarza, który delikatnie się do mnie uśmiechnął.
- Co ja tu robię ?
- Znaleziono Cię wczoraj przemarzniętą w lesie. - wszystkie wspomnienia wróciły. Kątem oka spojrzałam na lewy nadgarstek. Nie zastałam tam żadnych śladów blizn czy rozcięć. Odetchnęłam z ulgą i zwróciłam się w stronę mężczyzny:
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Możliwe, że jeszcze dzisiaj, tylko muszą dojść wyniki badań. - po tych słowach lekarz uśmiechnął się i wyszedł z sali, do której szybko wbiegła Rachel.
- Kobieto! Nie wiesz jak się martwiłam! Co Ty tam robiłaś ? - nie odpowiedziałam, tylko spuściłam trochę głowę i zaczęłam bawić się rurką przypiętą do mojego ciała. Kiedy trochę się podniosłam przyjaciółka siedziała już na krześle i spoglądała na mnie ostrym wzrokiem.
- Obiecaj, że nigdy tego nie zrobisz. - powiedziała załamującym się głosem.
- Czego?
- Myślisz, że nie wiem.
- Obiecuję.

Minęły 2 godziny. Rachel już dawno mnie opuściła, ale zagościli rodzice, którzy niczego nieświadomi tylko siedzieli i czekali. Parę razy próbowali coś ode mnie wyciągnąć, ale ja nie ustępowałam. Wiem, że martwili się o mnie, lecz gdybym im powiedziała byłoby jeszcze gorzej, więc wolałam zostać przy swoim. Kiedy do sali wszedł lekarz rodzice szybko się podnieśli i oczekiwali na wiadomości.
- Pańskiej córce nic nie jest. - skierował się do nich. - Zostanie zaraz wypisana, ale proszę o nią dbać. - mówił jakby mnie tam w ogóle nie było. Rodzice potakiwali tylko głową i lekko się uśmiechając.

Siedziałam już w swoim pokoju bawiąc się na laptopie, kiedy usłyszałam ostrożne pukanie do drzwi. Po chwili ujrzałam mamę oraz tatę. Stanęli przede mną.
- Nie możemy tego tak zostawić.- powiedzieli
- Możemy. - odpowiedziałam z grymasem, wstałam i minęłam ich, jakby w ogóle mnie nie obchodzili. Założyłam kaptur i wyszłam z domu. Skierowałam się w nieznaną mi drogę. Chciałam wszystko przemyśleć. Co będzie ze mną dalej? Właśnie na to pytanie chciałam odpowiedzieć. Czy będzie tak jak dawniej. Czy znowu przestanę mieć cel w życiu, znowu będę żyć bez powodu i czy znowu przestanę dogadywać się z rodzicami? Nie wiem. Dopiero teraz zauważyłam, że to ja stanowiłam większość z tych problemów. Nie dopuszczałam do siebie ludzi, którzy starali się zmienić moje życie na lepsze. Powinnam powiedzieć sobie, że teraz tak nie będzie, ale skąd mam to wiedzieć? Może na nowo stanę się tą nudną dziewczyną podążającą za innymi. Ciekawe co ludzie o mnie myślą? Może po prostu jestem nieudacznicą, a może mam zbyt małą samoocenę ? Tak dużo pytań nachodziło na moją głowę, że miałam ochotę rzucić się na ziemię i błagać, aby to się skończyło.
I nagle się skończyły, gdyż musiałam wrócić do rzeczywistości. Wpadałam na jakiegoś chłopaka także z spuszczoną głową i kapturem na niej. Spojrzał na mnie, a ja wydusiłam tylko ciche "Przepraszam".
- Lisa ? - zapytał i ściągnął kaptur odsłaniając swoją twarz. Zobaczyłam znajomego mi chłopaka, z którym chodzę do klasy.
- Emil? - wyjąkałam z jakby lekkim niedowierzaniem. Przecież to nic takiego. Spotkałam kogoś, kto mieszka w tym mieście, ale i tak się zdziwiłam.
- Tak. Przyleciałaś... W końcu! - powiedział i delikatnie się uśmiechnął. Odwzajemniłam to i spojrzałam w niebo, z którego zaczęły spadać małe kropelki deszczu. Powoli spadały na moją twarz dając lekkie odczucie ulgi i spokoju, jakby wszystkie problemy spłynęły razem z nimi.
- Może gdzieś się schowamy? - zapytał się mnie Emil.
- "Nie czekaj aż burza minie, naucz tańczyć się w deszczu" - zacytowałam i z dumną miną zwróciłam wzrok z powrotem na towarzysza.
- Zmieniłaś się. - powiedział. Nie wiedziałam czy brać to jako komplement, czy może obrazę, więc zostałam bez słowa. - No to ... opowiadaj. - zachęcił mnie.
- Może innym razem.
- Jak chcesz.
- Ja chyba muszę już wracać do domu. Przepraszam.
- Nie masz za co. - odpowiedział ciemnowłosy, a ja skierowałam się w stronę domu. Czułam się dziwnie. To prawda ... zmieniłam się, ale chyba na plus. Niestety nie byłam co do tego pewna, więc starałam się o tym po prostu zapomnieć.
Szłam osamotniona mokrą i śliską ulicą. Zbliżałam się do swojego celu.
Weszłam do domu. Po mroku i ciszy jakiej w nim panowała wywnioskowałam, że moi rodzice gdzieś wyszli. Przeszłam przez próg mojego pokoju. Skoczyłam na łóżko i leżałam na nim chwilkę co nie dawało dobrego efektu, ponieważ poczułam się jeszcze bardziej samotna i zdołowana. Już jutro muszę iść do szkoły. Ciekawe jak inni zareagują na mój widok ... ciekawe jak ja zareaguje.
Szczerze ... nie jestem na to gotowa. Moje życie w ostatnim czasie zmieniło się nie do poznania i wolałabym, żeby tak już zostało. A może za bardzo panikuję ? Nie! Muszę przestać o tym wszystkim myśleć, bo zwariuję ! Wstałam i zaczęłam chodzić pomiędzy czterema ścianami pokoju. Chciałam już na nowo położyć się i ponieść się smutku lecz moją uwagę zwróciły albumy leżące na niższej półce. Zawsze, nawet przy najdrobniejszej okazji robiłam stosy zdjęć. Nie były one dziełem prawdziwego fotografa, ale dawały mi wiele powodu do radości. Kiedy tylko źle się czułam sięgałam po nie i oglądałam. Wydawało mi się wtedy, jakbym cofnęłam się do przeszłości. Wszystko było realistyczne i idealnie układało się w mojej głowie. Te radosne chwile zawarte w małym skrawku papieru pozwalały zapamiętać cząstkę swojego życia. Zawsze można wziąć je do ręki i cieszyć się przeżytymi chwilami dzieciństwa czy niedawnych dni. Sięgnęłam po pierwszy, niebieski album, w którym trzymałam stare już zdjęcia. Widniała na nich mała dziewczynka, zadowolona z życia, bawiąca się pośród stosów zabawek czy leżąca na trawie z bosymi stópkami. Dziwne, że nigdy nie zauważyłam tego, że zdjęcia przedstawiają mnie dopiero od 3 roku życia. Nie było mnie jako niemowlę przy matce jeszcze w szpitalu. Nie było mnie jak uczyłam się chodzić czy mówić, gdy miałam pierwsze urodziny. Niczego nie było, a ja nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wzięłam kolejny album. Na fotografiach tym razem znajdywała się dziewczyna od siódmego do dwunastego roku życia. W tamtych latach często chodziłam na różne urodziny, wesela czy bale. Nie brakowało także śmiesznych zdjęć robionych przy boku najlepszych koleżanek. Wtedy mi ich nie brakowało. Następny album ... moje następne oblicze. Tym razem bardziej zbliżone do rzeczywistego. Coraz mniej zdjęć. Coraz mniej powodów do szczęścia.
Miałam dość tego, więc tylko położyłam się na łóżku. Nietrudno było zasnąć, pomimo wczesnej jeszcze godziny.
____________________________________________________________________________________________________
Wiem, że zaniedbuję mojego bloga. Rozdziały dodaję coraz rzadziej, za co BARDZO Was przepraszam. Ostatnio mam mniej czasu i chęci.
Nie wiem kiedy kolejny rozdział ... niestety. Mam nadzieję, że poczekacie :)

I mam jeszcze wielką prośbę. Każdego, który przeczyta rozdział proszę o pozostawienie opinii w postaci komentarza ;)
Z góry Dziękuje !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Weszłam do samolotu i usiadłam na wyznaczone miejsce. Rachel podążała za mną ze spuszczoną głową. Wiem, że nie było jej teraz łatwo, ale i tak uważam, że jest szczęściarą. Później może tu wrócić i na nowo rozpocząć swoją cudowną przygodę. Ja nie... Powinnam cieszyć się jej szczęściem, ale nie potrafię. Smutek i tęsknota zżerają mnie od środka i nie pozwalają na nawet najmniejszy uśmiech.
Usłyszałam delikatny i spokojny głos stewardessy informującej o różnych szczegółach bezpieczeństwa. Zapięłam pasy i odwróciłam głowę w stronę okna przyglądając się kroplom deszczu powoli spływających po szybce. Moja twarz była do niej bardzo podobna. Spływały po niej łzy zostawiając liczne ślady. Skóra, jakby przesiąknięta już nimi stała się blada.
Samolot powoli ruszył, po chwili jednak wzbił się w powietrze. Lekko odwróciłam wzrok w stronę Rachel. Miała spuszczoną głowę i bawiła się sznurkiem zwisającym z jej swetra. Ponownie spojrzałam przez okienko. Całe miasto było jakby w zasięgu ręki. Budynki wyglądały jak malutkie poustawiane pudełeczka a ludzie jak mrówki. Próbowałam skupić się na widoku, lecz moje myśli cały czas powracały do starego tematu. Miałam dość. Mój umysł jeszcze bardziej utrudniał mi rozstanie.
- Lisa. - usłyszałam delikatny głos Rachel, która powoli uniosła głowę. W jej oczach ujrzałam łzy. - Przepraszam Cię. Ja nie chciałam, aby to tak się ułożyło. Wiem, że Ty bardziej zasługujesz na powrót do Londynu. Ja wzięłam się tu znikąd i dzięki tobie zyskałam miłość i przyjaźń. - Po policzku dziewczyny spłynęła łza, którą szybko starłam i przytuliłam się do przyjaciółki.
- Ciesz się, że otrzymałaś taką szanse. Może los chciał, abyś to Ty tam została, a ja siedziała na swoim miejscu - w Polsce. - Rachel delikatnie się uśmiechnęła i wtuliła twarz w moje ramię.
- Jak ja sobie bez Ciebie poradzę ? - powiedziała spoglądając na mnie dużymi, błyszczącymi oczami.
- Dasz sobie rade...

Usłyszałam głos stewardessy informującej pasażerów o lądowaniu. Zapięłam pas i oparłam się o fotel. Rachel dawno spała. Postanowiłam jej nie budzić. Lot był bardzo spokojny, więc nie było problemu o drzemkę.

Stanęliśmy na ziemi. Wzięłam bagaże i wyszłam z samolotu razem z przyjaciółką. Klimat pomimo niedużej odległości był całkiem inny. Powoli zeszłam ze schodków i równym krokiem pomaszerowałam do budynku lotniska. W oddali zauważyłam dawno nie widzianych rodziców. Zaczęłam szybko biec, aż w końcu rzuciłam się im w ramiona mocno ściskając.
- Nie wiesz jak za tobą tęskniliśmy. - powiedziała matka i jeszcze raz mocno przytuliła. Podobnie postąpił ojciec. Gdy uwolniłam się z uścisków zaczęłam wzrokiem szukać Rachel. Zauważyłam ją kawałek dalej także w objęciach rodziców. Delikatnie się uśmiechnęłam i pomaszerowałam do auta. Po niedługiej drodze stanęłam przed dawno nie widzianym domem. Szybko wbiegłam do środka i weszłam po schodach do mojego pokoju. Wyglądał tak samo, jak przed wyjazdem. Rzuciłam się na łóżko i przytuliłam poduszki. Gdy już przywitałam się z pokojem ponownie zeszłam na dół. Przy stolę siedzieli rodzice i czekali na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzach. Czym prędzej do nich przybiegłam i usiadłam naprzeciwko.
- No ... To opowiadaj! - powiedziała matka z entuzjazmem.
- Tak więc... - zaczęłam powoli przedstawiać historię mojego wyjazdu, nie omijając najmniejszego szczegółu. W niektórych momentach śmiałam się do bólu brzucha, lecz zdarzało mi się także uronić łzę. Rodzice reagowali podobnie i cały czas uważnie wsłuchiwali się w moje słowa, jak nigdy dotąd. Nawet ojciec - ten przepracowany mężczyzna, zawsze poukładany i myślący o wszystkim, tylko nie o uczuciach tym razem był skupiony na mojej przemowie. Matka, która wyglądała jakby miała wyrzuty sumienia, że w tych czasem trudnych chwilach nie wspierała mnie, ale ja nie miałam jej tego za złe. Kiedyś pewnie byłoby inaczej, lecz teraz nie.
Właśnie mówiłam o niedawnym śnie. O tej małej dziewczynce, która prawdopodobnie była mną. Twarze moich rodziców, gdy tylko to usłyszeli zmieniły wyraz. Ojciec kątem oka spojrzał na mamę. Chyba nie chciał, abym to widziała. Szybko się odwrócił i z powrotem zwrócił uwagę na mnie. Poczułam się dziwnie, jakby coś przede mną ukrywali. Zamilkłam i spojrzałam głęboko w oczy matce, która spuściła tylko głowę.
- Lisa. Chyba musimy Ci coś powiedzieć. - powiedziała cicho, a moje życie zaczęło szybciej bić.
- Nie ... To nie prawda. - wypowiedziałam jakby lekko się dławiąc. W oczach rodziców widniały tylko łzy. Wstałam nie dowierzając własnemu przeczuciu.
- Adoptowaliśmy Cię, jak miałaś 3 latka. - szybko wybiegłam i zatrzasnęłam się w swoim pokoju zalewając się łzami. Za sobą słyszałam tylko błagalnie krzyki, ale nie obchodziły mnie one. Jak ... jak to możliwe?! Miałam ochotę po prostu zasnąć i obudzić się w innym świecie z dala od wszystkich problemów. Chciałam być znowu małym dzieckiem, dla którego świat jest wielkim placem zabaw. Po prostu chciałam, aby to nie była prawda...
Oparłam się o drzwi o powoli się z nich zsunęłam. Po moich policzkach płynęły strumienie łez. Nie wiedziałam co robić. Złościć się, a może smucić lub zostawić to za sobą. Nie, nie umiałabym tego zrobić. Mój umysł zapełniony był słowami "Adoptowaliśmy Cię, jak miałaś 3 latka". Siedziałam skulona myśląc o tym wszystkim. Zmęczona płaczem usiłowałam zasnąć, lecz nie umiałam. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 23:30. Chwiejnym ruchem wstałam. Podeszłam do drzwi i bez najmniejszego dźwięku je otworzyłam. Dom pogrążony był w ciemności. Moi rodzice pomimo emocji już spali. Po cichu wymknęłam się z pokoju i ruszyłam do łazienki na piętrze. Kiedy wzięłam z niej to, co chciałam wymknęłam się z domu nie pozostawiając śladów. Szłam w pełnym mroku. Miasto jakby zasnęło razem z jego mieszkańcami. Czasem słychać było tylko wycie psa czy szelest drzew. Znalazłam się w miejscowym lasku, gdzie zza liści światło w ogóle nie dochodziło . Stanęłam na małej wydmie otaczającej nieduże jeziorko, a następnie usiadłam na lekko wilgotnej ziemi. Rozejrzałam się wokoło. Byłam sama. Drżącą ręką wyciągnęłam z kieszeni srebrną żyletkę. Wzięłam ją w ręce i powoli przyłożyłam do nadgarstka. W oczach zebrały mi się łzy. Było już za późno.
____________________________________________________________________________________________________
Tak więc ...
od czego zacząć. Na początek bardzooooo Was przepraszam. Wiem, że bardzo długo musieliście czekać na rozdział, ale mam nadzieję, że spodobał Wam się. Myślę, że tego się nie spodziewaliście.

Jeszcze raz przepraszam i czekam na opinie ...
 

 
Zostałam otagowana przez x1d-infection.pinger.pl

*Zasady*
1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu
2. Następnie wybierasz 11 nowych osób do tagu i połącz je w swoim poście
3. Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i napisz je w swoim TAGowym poście
4. Wymień w swoim poście osoby które otagowałaś !!!
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które już są oznakowane

*Pytania do mnie*
1.Masz rodzeństwo?
Nie mam
2..Lubisz słodkości?
A kto nie lubi xD ?? Oczywiście, że tak !
3.Wolisz samotność czy zabawę w towarzystwie przyjaciół?
To zależy od nastroju, ale raczej zabawę w towarzystwie przyjaciół ^^
4.Ulubiony piosenkarz/piosenkarka/zespół?
Szczerze ... nie mam ulubionego, ale lubię m.in. GrubSon, 1D, Cher Lloyd, Dżem, Eminem itd.
5.Ulubiony program telewizyjny?
Ojojojć... ostatnio słucham tylko i wyłącznie muzyki, czyli Eska, 4fun Tv itd. Ale jeśli chodzi o programu, które na nich lecą to chyba Lajk Czart na 4fun Tv. :)
6.Ulubiona gazeta/magazyn?
Nie mam. Nie czytam.
7.Dzień czy noc?
Raczej dzień xD Ale noc też lubie ^^ Można się wyspać
8.Czytasz książki? Czy to lubisz?
Czytam. Niestety w większości są to lektury :/
Lubie czytać, ale tylko wtedy, jeśli książka jest ciekawa.
9.Jesteś osobą towarzyską czy spokojną?
Myślę, że to i to. Spotykam się z przyjaciółmi, często mam głupawki, jestem raczej osobą radosną i uśmiechniętą, ale zarazem spokojną.
10.Lato czy zima?
Oczywiście lato !!
11.Słodkie lenistwo czy zawzięta nauka?
Słodkie lenistwo :D

*Taguję*
daiffie.pinger.pl
pw123.pinger.pl
uchyl.bramy.piekla.pinger.pl
ninj.pinger.pl
natka11410.pinger.pl
modelina11.pinger.pl
marla10.pinger.pl
nowa1996.pinger.pl
thebesttime.pinger.pl
laurok00000000.pinger.pl
opowiadanie11.pinger.pl

*Moje pytania*
1.Duże miasto czy wieś ?
2.Ilu masz przyjaciół?
3.Masz osobę, której nigdy nie zapomnisz?
4.Ulubiony kwiat?
5.Masz jakieś hobby?
6.Jesteś raczej osobą odważną czy strachliwą ?
7.Ulubione miejsce?
8.Basen czy kino?
9.Ulubiona potrawa?
10.Owoce czy warzywa?
11.Jakbyś miał/a opisać się się w trzech słowach, jakie by to były?

____

A co do rozdziału (MOŻE) dodam dzisiaj :)

Przepraszam, jeśli ktoś został już wcześniej otagowany
  • awatar nowa<3: 1.wieś:) 2.5:) 3.tak:) 4.róża tulipan 5.lubię rysować,interesuje mnie ogólnie takie rzeczy związane z pracą w firmie:) 6.odważną:)lubię ryzyko 7.mam takie na łące lub nad jeziorem 8.kino 9.pizza:) 10.owoc 11.radosna:)zawsze otwarta na nowe znajomości:) szalona:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Spotkanie skończyło się późno. Dochodziła 22:00, a ja szłam ciemną uliczką z pięknym pierścionkiem na ręku i innymi drobiazgami. Na zewnątrz zadowolona z życia, a w środku zapłakana i już tęskniąca. Mijałam rozświetlone lampy i drewniane, puste ławki. Blady cień snuł się za mną, jakby miał dość swojej roli a powietrze stało się ciężkie i suche. Całe miasto ucichło, jakby ktoś machnął różdżką i położył wszystkich do łóżek, tylko ja zostałam sama ze sobą i wolnym krokiem zmierzałam ku jutrze. Moje zaplątane myśli toczyły tylko jeden temat - Co będzie dalej ? W przyszłości chyba najgorsze jest to, że nie wiesz co się stanie. Niepewny idziesz przed siebie i czekasz...
Gdy będę miała sześćdziesiąt lat będę mogła powiedzieć o tym, jak spotkałam najcudowniejszych ludzi na świecie, zwiedziłam Londyn i odkryłam piękne miejsce. No właśnie, zapomniałabym o pożegnaniu się z placykiem, z huśtawkami, ławkami, zjeżdżalnią i szorstką ziemią, do której wylewałam swoje łzy.
Otaczał mnie mrok, tylko gdzieniegdzie na niebie widniały gwiazdy. Lampy już dawno zostawiły mnie w tyle, ja natomiast skręciłam w cienką uliczkę, która po jakimś czasie poprowadziła mnie do parku, a następnie do mojego miejsca. Jeszcze nigdy nie byłam w nim o takim czasie. Drzewa zasłoniły jakikolwiek, nawet najmniejszy dostęp światła. Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności i pozwoliły na dojście do huśtawki. Znowu usiadłam na kruchej desce i złapałam dłońmi zardzewiałe poręcze. Znowu poczułam się jak małe dziecko, które przywiązane do tego miejsca tak bardzo, lekko odpycha się nogami by poczuć wiatr we włosach. By zaczerpnąć chwili beztroski i zabawy kołysząc się w tył i przód, w dół i górę. Słychać było tylko lekki szum powietrza i skrzyp rur. Przestałam odpychać się nogami, a huśtawka powoli stawała w miejscu. Założyłam nogi na deskę i skulona oparłam się o poręcz z łańcucha. Siedziałam tak chwilę w całkowitej ciemności, lecz po jakimś czasie zza drzew zobaczyłam pnące się ku górze słońce. Przecież nie mógł być już ranek, przecież nie minęło tyle czasu.
Chciałam już wstać, ale coś przykuło moją uwagę. Przez gąszcz roślin przeszła mała dziewczynka, a za nią starsza kobieta trzymająca ją za rękę. Bicie serca mi przyspieszyło i poczułam falę gorąca. Zanim doszły na placyk zdążyłam wbiec za najbliższy krzak, który całą mnie zasłonił. Nie chciałam, aby mnie zobaczyły.
Mój wzrok skierowany był ich stronę. Dziewczynka miała niecałe cztery latka. Przynajmniej na tyle wyglądała. Jej dłuższe, brązowe włosy spięte w dwa, słodkie kucyki delikatnie opadały jej na różową sukienkę w kwiatki, a duże, jasne oczy promiennie spoglądały na otaczający ją świat. Kogoś mi przypominała, lecz nie wiedziałam kogo. Mocno ciągła opiekunkę w stronę huśtawki podskakując. Kobieta jakby zmęczona Jej obecnością wolnym krokiem podążała za nią. Dziewczynka w końcu dotarła do celu i zaczęła wdrapywać się na siedzenie. Po chwili znajdowała się już na desce i z całych sił machała nogami. Opiekunka spoglądała na nią zimnym wzrokiem, aż w końcu powiedziała:
- Lisa, chodź już. - poczułam, jak moje serce staje, a głowa robi się ociężała. Nie wiedziałam jak miałam zareagować. Czy to tylko przypadek? Nagle usłyszałam kroki. Stawały się coraz głośniejsze i wyraźne, aż po chwili ucichły. Spojrzałam w górę. Stała nade mną.
- Przed przeszłością nie uciekniesz.

Otworzyłam oczy. Nie klęczałam już za krzakiem. Przede mną nie stała mała dziewczynka wraz z opiekunką. Słońce nie budziło się do życia, a ja znowu skulona, oparta o łańcuch siedziałam na huśtawce w pełnym mroku. Nie wiedziałam co się stało i jak czy to, co zobaczyłam było tylko zjawą czy rzeczywistością. Przestraszona wstałam i zaczęłam biec w głąb lasu. Mijałam wielkie i gęste drzewa, o których gałęzie co chwilę zahaczałam. Po chwili znalazłam się już na głównej drodze. Szybko przez nią przeszłam prawie wpadając na nadjeżdżające auto. Jeszcze by mi wypadku brakowało. Nie minęło 5 minut, kiedy stałam przed drzwiami mojego mieszkania. Wyciągnęłam z kieszeni klucze i drżącym ruchem ręki je otworzyłam. Rzuciłam się na łóżko i rozmyślałam. Co to wszystko miało znaczyć ? Nie znałam żadnego wyjaśnienia. To nie był zwykły sen. Może po prostu jestem przemęczona? Może to tylko moja wyobraźnia płatająca mi figle ? Nie wiem, ale się dowiem.
Wolnym krokiem poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Dochodziła 1:00, a ja jeszcze byłam na nogach. Na jutro budzik nastawiłam na 8:30. Przebrałam się w piżamę i położyłam się spać.

Usłyszałam nieznośny głos dochodzący z telefonu. 8:30. Jak ja to wszystko zniosę ?? Na lotnisku musiałam być o 16:00. Niby jeszcze dużo czasu, ale tak mało. Z pod łóżka wyciągnęłam czarną walizkę. Podeszłam do szafy i zaczęłam wybierać z niej ubrania. Moją cudowna bluzka z flagą, szarą, obcisłą sukienkę, w której poszłam na koncert, pastelowo-niebieską bluzkę, byłam ubrana w nią w dzień pobytu Margaret w szpitalu. Do tego żółte rurki i zestaw "Na Wesoło". Kwiecista sukienka, jakieś dżinsy, koszule i sweterki. Z wszystkim wiążą mi się jakieś wspomnienia. I oczywiście moja biała piękność - zwiewna sukienka kupiona w Londynie w pierwszy dzień mojego pobytu. Tyle pięknych chwil przeżyłam z nią. Zdarzyło się też jedno złe, ale nie zważam na nie. Kocham ją i nigdy nie przestanę. Jestem dumna z jej kupna.
Spostrzegłam, że moja szafa świeciła pustką, natomiast walizka prawie się zapełniła. Dopiero teraz, gdy musiałam się pakować uświadomiłam sobie, że rozstaje się z tym miejscem.
- Będę tęsknić, bardzo. - mówiłam sobie. - Ale wrócę tu!
Minęła godzina a ja siedziałam w pustym pokoju czekając na to, co będzie dalej. Czy jeszcze znajdę się w tym miejscu, czy spotkam te osoby i widoki. - nie umiałam przestać o tym myśleć.
Gdy byłam już całkiem gotowa na wylot postanowiłam, że jeszcze raz przejdę się po parku, że jeszcze raz podejdę do gospodarza kwiaciarni czy wejdę do domów przyjaciół. Wyszłam przed hotel i z daleka zauważyłam niedużą budkę ozdobioną roślinami. Czym prędzej podeszłam do niej i posłałam uśmiech dobrze znanemu mi mężczyźnie.
- Witam Szanowną Panią. - powiedział z lekką kpiną. - Może przyszłaś po jakiś bukiet ?
- Niestety nie. Przyszłam się pożegnać. Otóż dzisiaj wylatuję do Polski i nie wiem, czy się już spotkamy. - Dotąd wesoły wyraz twarzy człowieka zmienił się. Widać bardzo zasmuciła go ta wypowiedź gdyż spuścił delikatnie głowę w dół.
- Bardzo mi przykro. Będę tęsknić. - odpowiedział po wdechu.
- Ja też! - wtuliłam się w ubrudzoną z ziemi kurtę mężczyzny. Po chwili oderwałam się od niej i odeszłam dwa kroki dalej.
- Żegnam.
- Do zobaczenia! - powiedział z pewnością, że właśnie tak będzie.
Powolnym krokiem poszłam w stronę parku pozostawiając za sobą zasmuconego starca, który delikatnie na mnie spoglądał.
Mijałam dobrze mi znane uliczki i budynki niosące mi tyle szczęścia, kiedy z rana przechadzałam się obok nich.
W końcu dotarłam do parku. Jego odcienie zielonego koloru i ta delikatność zawsze dawała mi spokój. Nie wyobrażałam sobie pobytu w Londynie bez tego miejsca. Zapamiętam go do końca moich dni. Zapamiętam tą kremową, trochę popękaną fontannę, te brązowe ławki ją otaczające, ścieżki, którymi tak często podążałam i gąszcz roślin wokół mnie.
Po moim policzku powoli spłynęła pojedyncza łza, którą szybko starłam ręką. Poszłam przed siebie ostatni raz widząc te wszystkie zjawiska, po prostu ten cudowny park.
Zostawiając w oddali "Zielone Miasto" ruszyłam w stronę kamienicy, w której mieszkał Steven.
Stanęłam przed drzwiami i lekko w nie zapukałam. Po chwili zostały one otworzone przez blondyna. O dziwo miał na sobie czapkę z daszkiem, jak nigdy dotąd.
- Hey. Musiałam przyjść jeszcze raz. - powiedziałam delikatnym głosem. Steven bez słowa wpuścił mnie do środka. - Wszystko w porządku ? - zapytałam z troską. Spuścił tylko głowę i nic nie odpowiedział. Złapałam opuszkami palców daszek czapki i powoli ją zdjęłam. Po policzkach chłopaka popłynęła pojedyncza łza.
- Będę za tobą bardzo tęsknił. - po tych słowach także w moich oczach zgromadziły się łzy. Steven mocno przytulił mnie do siebie i wtulił głowę w moje włosy.
- Jak ja sobie bez Ciebie poradzę. - powiedziałam i zaczęłam płakać.
- To ja powinienem o to pytać. - odsunął się delikatnie ode mnie i spojrzał mi głęboko w oczy, po czym złapał w dłonie moją twarz i złożył na ustach pocałunek.
- Ostatni... - szepnęłam. Nie chciałam aby tak było, ale nic na to nie mogłam poradzić.
Przypomniałam sobie te wszystkie nasze chwilę. To kiedy pierwszy raz przechadzałam się po Londyńskim rynku, to kiedy zobaczyłam go z lekkością grającego na gitarze. To kiedy zaprosił mnie na lekcję, a ja zastanawiałam się, czy to nie podstęp. Gdybym nie zgodziła się wtedy, co teraz by było. Kto pomyślałby, że dzięki temu połączy Nas tak silna więź.
Pamiętam, kiedy zabrał mnie na dyskotekę... wspólny taniec. Później znalezienie placyku, poznanie Tessy i koncert. Niezapomniana noc i pierwszy pocałunek. To, kiedy nie umiałam pogodzić się z moim wylotem. Dzięki dalszym losom wszystko się układało. Przyleciała Rachel i poznałam Michaela. Dopiero później nastąpiły komplikacje, przyjazd Margaret i te smutne dni pełne łez. Lecz teraz już wszytko się ułożyło ... teraz kiedy muszę wylatywać.
U Stevena spędziłam chyba 2 godziny ciesząc się tymi ostatnimi naszymi chwilami. Jeszcze raz wzięłam do ręki Jego gitarę, jeszcze raz spojrzałam na zdjęcia przyklejone do ściany Jego pokoju i jeszcze raz usiadłam na Jego kolanach.
- Chyba muszę już iść. - powiedziałam pochylając głowę do tyłu, tak aby nie wypłynęły mi z oczu łzy. Steven natomiast spuścił wzrok w podłogę a następnie przytulił mnie do siebie.
- Widzimy się na lotnisku. - odpowiedział co mnie zdziwiło, gdyż myślałam, że to nasze ostateczne pożegnanie. Delikatnie się uśmiechnęłam i poszłam przed siebie. Co chwilę spoglądałam w stronę chłopaka, a on cały czas stał przed drzwiami nie opuszczając mnie wzorkiem. W końcu zniknęłam za rogiem. Pokierowałam się w stronę domu Tessy. Gdy byłam już w jej ogródku zobaczyłam ją spoglądającą przez okno swojego pokoju. Szybko wybiegła z domu i rzuciła się na mnie mocno przytulając.
- Co Ja bez Ciebie zrobię!?! - zaczęła krzyczeć a do jej oczu napłynęły łzy.
- Dasz sobie radę. - odpowiedziałam posyłając jej lekki uśmiech.
- Ale jeszcze kiedyś się spotkamy? - zapytała podnosząc głowę i patrząc na mnie słodkimi oczkami.
- No jasne, że tak. - odwzajemniła mój uśmiech i złapała mnie za rękę ciągnąc w stronę jej domu. Weszłyśmy do środka. Od razu poczułam delikatny zapach lawendy. Usiadłyśmy na kanapie w dużym pokoju i rozmawiałyśmy o tym wszystkim. O tym co już przeżyłyśmy i co jeszcze przeżyjemy. Obiecała mi, że z całych sił będzie starała się mnie kiedyś znaleźć, że przyjedzie do Polski i skoczymy na siebie z uściskami opowiadając sobie właśnie o tej obietnicy.
Kolejna godzina minęła w mgnieniu oka. Dochodziła 13:00. Za 3 godziny miałam stać już na lotnisku czekając na lot.
Pozostawiłam Tessę samą. Żegnałyśmy się nie jeden raz, kiedy w końcu przyszedł ten ostatni.
Byłam już przed hotelem, kiedy zobaczyłam idącego ulicą Michaela. Szybko do niego podbiegłam, a on mocno mnie uścisnął.
- Będę tęsknić. - powiedziałam i jeszcze raz się przytuliłam.
- Ja też... Nigdy Cię nie zapomnę.
- Ja Ciebie też. Byłeś już o Rachel?
- Tak. Przed chwilą. Wylatujecie razem, ale szkoda, że nie wracacie wspólnie.
- Właśnie ... - spuściłam głowę i butem zaczęłam kopać w jakiś kamień.
- Pa. Dziękuję.
- Pa. Nie masz za co. - odpowiedział i poszedł w stronę rynku. Rozstania są takie trudne.

Weszłam do swojego mieszkania. Na łóżku zastałam kartę z informacją o wymeldowaniu z hotelu o godzinie 15:30. Czyli półgodziny będę musiała przesiedzieć na ulicy ?
Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do wejścia i otworzyłam. Stała za nimi Rachel.
- Jak się czujesz ?
- Jakoś się trzymam. - odpowiedziałam i wpuściłam przyjaciółkę do środka.
- Ciebie też wymeldowują o 15:30?
- Tak.
- To sobie jeszcze posiedzimy gdzieś z walizkami.
- Tak ... - westchnęłam. - Rachel ... obiecaj mi jedno.
- Tak ?
- Że będziemy się jeszcze spotykać...
- No pewnie, że tak. Nie wytrzymam bez Ciebie. - uścisnęłam ja mocno.

Siedziałyśmy w moim pokoju czekając. Czas mijał powoli. W końcu dochodziła 15:30. Wzięłam do ręki walizki. Tak samo postąpiła Rachel i poszłyśmy do recepcji. Już nie mieszkałyśmy w hotelu. W tym momencie byłyśmy jakby bezdomne.
Nigdy nie zapomnę tego pokoju.

Zamówiłyśmy taksówkę, która przyjechała po 10 minutach. Po około kolejnych 10 minutach weszłyśmy na lotnisko. Wszędzie zamęt i chaos.

Przeszłyśmy wszystkie rozprawy. Teraz tylko zostało Nam czekać na samolot. Nagle usłyszałyśmy krzyki. Za sobą zobaczyłam całą grupkę przyjaciół. Stevena, Tessę, Michaela oraz co mnie zdziwiło matkę Stevena. Podbiegli do Nas i uściskali.
- Nadszedł czas rozstania. - powiedziałam a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Nie mów tak. - upomniała mnie Tessa.
Rozmawialiśmy przez resztę naszego czasu co chwilę ściskając się i płacząc.
Nagle z głośników wydobył się głos kobiety informującej o moim wylocie.
- Koniec. - powiedziałam i całkiem się popłakałam. Nie tylko ja. Wszyscy płakali. Pocałowałam Stevena i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Żegnajcie!
____________________________________________________________________________________________________
Niestety... koniec Londynu :(
Pomimo to, mam nadzieję, że się podoba i że pozostawicie po sobie miłe komentarze.
Przepraszam, że długo nic nie dodawałam, ale myślę, że ten długi rozdział Wam to wynagrodzi.
Ja pisząc go o mało się nie popłakałam, tak ja przy wcześniejszym. ( nie no, przy wcześniejszym płakałam)
Czekam na opinię

Ps. Dziękuje za ponad 3000 odwiedzin i 30 komentarzy do poprzedniego rozdziału :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Wczorajszy wieczór bardzo mnie pocieszył. Atmosfera była całkiem inna, a rozmowę toczyło się delikatnie i miło. Margaret bardzo ciekawiły moje wcześniejsze zdarzenia. Nie próbowała mi dopiec, wręcz przeciwnie. Czułam, że po pogodzeniu się z matką Stevena już nic Nas nie rozłączy. W sumie to jest jedna taka rzecz, a dokładniej mój wylot. Gdy tylko o tym pomyślałam uśmiech z mojej twarzy zniknął. Przez ostatni czas byłam pozytywnie nastawiona, ale teraz ... Teraz dotarło do mnie, że nie będę mogła wracać do Londynu co miesiąc czy dwa. Czeka mnie masa nauki i mało wolnego czasu. Co ja zrobię?!?
Teraz gdy udało mi się tyle zrobić, tyle zdobyć muszę odejść. Pozostawić to wszystko w tyle i żyć dalej. Tylko, że ja bez Stevena, Tessy i Michaela żyć nie mogę. Dają mi powód do wstania rano z łóżka. To dzięki nim często się uśmiecham i jestem radosna. Moje życie zmieniło się nie do poznania odkąd ich spotkałam. Wcześniej byłam, bo musiałam być. Teraz czuję, że jestem dla kogoś ważna, ktoś darzy mnie miłością i zaufaniem. Na dodatek moje stosunki z rodzicami polepszyły się dzięki wylotowi.
Skoro nie pozostało mi nic innego, jak po prostu się rozstać, to te rozstanie nie może być zwykłe. Z drugiej strony jestem szczęściarą, bo trafiłam na niesamowitych ludzi, którzy dużo mnie nauczyli. Nigdy o nich nie zapomnę. Pozostawili miejsce w moim sercu.
Ta trudna prawda doprowadziła mnie do płaczu. I znowu ten bezradny płacz, którego nie da się uspokoić. Siedziałam na łóżku wtulona w znalezionego na placyku misia i dałam się ponieść emocją rozpierającym moje ciało.

Wolnym i chwiejącym ruchem wstałam i udałam się do łazienki. W lustrze zobaczyłam niestety dobrze mi już znany widok poczochranej dziewczyny, po której policzkach spływają wielkie krople łez. Przemyłam twarz zimną wodą, co dało mi trochę ulgi i nałożyłam na siebie czarno-białą koszule i ciemne rurki. Na sukienkę nie miałam żadnej ochoty. Zrobiłam sobie lekki makijaż, który po chwili i tak był cały rozmazany. Weź się w garść, dziewczyno! - mówiłam sobie, ale nie dawało to żadnego skutku. Może moje życie polega na ciągłym płaczu, na rozstaniach i i rozczarowaniach. Może los poprowadził mnie właśnie tutaj abym poznała smak szczęścia, a później o nim zapomniała i na nowo zaznała pustkę. Nie wiem, ale jeśli tak, to życie jest niesprawiedliwe. Chyba dopiero teraz sobie to uświadomiłam.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Nie chciałam, aby ktokolwiek był teraz przy mnie. Wolałam być sama ze swoimi problemami, lecz dźwięk był coraz bardziej natarczywy. Starałam się to ignorować, ale stukot nie kończył się. Złapałam do ręki ręcznik lekko przetarłam twarz i podeszłam do drzwi. Szarpnęłam i pociągnęłam za klamkę. Przed sobą zobaczyłam Rachel z wielkim uśmiechem na twarzy, który po zobaczeniu mnie zmniejszył się.
- Hej. Wszytko w porządku? - zapytała trochę niepewnie.
- Tak, tak. Wejdź. - odpowiedziałam niezgodnie z prawdą i zaprosiłam przyjaciółkę do mieszkania. Podskoczyła i usiadła na łóżku. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Uśmiechnięta i pełna życia pomimo wylotu do Polski na następny dzień.
- Co Ty taka radosna? - zapytałam po chwili.
- Tak więc ... hmmm. Jak Ci to powiedzieć. - wraz z tymi słowami w Jej głosie wystąpił niepokój. - Rozmawiałam dzisiaj z moimi rodzicami. Opowiedziałam im o tym wszystkim, co tu przeżyłam. Bardzo się cieszyli i ... Zostaje w Londynie.
- Co!?! - nie mogłam uwierzyć w wypowiedziane przez nią słowa.
- Moi rodzice zdecydowali, że pozostanę w Anglii i zapiszą mnie tu do szkoły zaraz po wakacjach. Do końca roku szkolnego będę w Polsce, ale później odlatuje. - zamarłam. To znaczyło, że najlepsza przyjaciółka zostawi mnie samą zaraz po lecie. Wtedy kompletnie sobie nie poradzę! To właśnie Ona trzymała mnie przy życiu, a teraz ... Aż strach pomyśleć. Cieszę się, że ma taką okazje, ale trudno będzie mi się z nią rozstać. Do wakacji zostało jeszcze półtorej miesiąca. To znaczy, że tylko tyle nam zostało? - Poczułam, że zaszkliły mi się oczy. Najpierw wylot, teraz to.
Rachel spojrzała na mnie z zakłopotaniem i zaczęła się jąkać. - Będziemy się widywać rzadziej, ale do wakacji mamy czas. - chciałam Jej odpowiedzieć, ale po prostu nie umiałam. Czułam, że mam jakąś kluchę w gardle. Rachel chwyciła moją twarz w ręce, tak abym spojrzała Jej prosto w oczy. - Przepraszam. - powiedziała, po czym uroniła łzę.
- To dla Ciebie wielka szansa. Możesz być szczęśliwa. Po prostu , będę za tobą tęsknić. - wydobyłam z siebie i delikatnie się uśmiechnęłam. Przyjaciółka złapała mnie w objęcia i trzymała tak mocno, jakby nigdy nie miała puścić. - To opowiadaj teraz co się działo wczoraj. - zapytałam z lekką ironią w głosie. Dziewczyna zarumieniła się, co musiało o czymś świadczyć.
- Tak więc ... - zaczęła. - Po tym jak poszłaś rozmawialiśmy trochę o przeszłości i takich tam. Później zabrał mnie na spacer nad jezioro. Michael zaczął mi uciekać, a ja go goniłam i On wtedy wziął mnie na ręce i wrzucił do wody. - parsknęłam śmiechem po usłyszanych słowach a Rachel zrobiła śmieszną minę. - A ja go złapałam i także wpadł do jeziora. Byliśmy cali mokrzy i biegaliśmy na boso po trawie. Brunet nosił mnie na barana. Ludzie patrzyli na nas jak na idiotów, a my sobie nic z tego nie robiliśmy. Jak zaczęło się ściemniać Michael odprowadził mnie do domu, a kiedy już przed nim staliśmy... - wzięła głęboki wdech.
- To?!? - wtrąciłam.
- Złapał mnie za ręce i pocałował. Jakie on słodkie usta. Byliśmy tylko Ja i On. Nigdy się tak nie czułam. - byłam strasznie szczęśliwa, że pomiędzy Rachel i Michaelem zaiskrzyło. Stanowili idealną parę. Przynajmniej nie muszą martwić się co będzie dalej. Przecież Rachel nie musi wyjeżdżać. Musi, ale na krótko, a potem będzie mogła się na nowo cieszyć swoją miłością. Nie to co ja. - i znowu zaczęłam myśleć o sobie, zamiast cieszyć się ze szczęścia przyjaciółki. Wiem, jestem egoistką.

Rozmawiałyśmy jeszcze z Rachel, aż powiedziała mi o spotkaniu o 15:00. Pewnie jakieś przyjęcie pożegnalne, ale ja nie chce się żegnać. Chce pozostać tu Michaelem, Tessą, Rachel i Stevenem!

Przyjaciółka wyszła z mojego mieszkania a ja udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, podczas którego nieraz udało mi się uronić łzę. Przypomniały mi się słowa pewnej piosenki "Jak na deszczu łza, Cały ten świat nie znaczy nic...".
Prawda...

Powoli dochodziła 14:30, więc zaczęłam wybierać jakieś ciuchy. Wygrzebałam z szafy granatową, krótką sukienkę z czarnym paskiem otaczającym pas. Włosy spięłam w koński kuc i przewiązałam je ciemną wstążką. Delikatnie pomalowałam rzęsy tuszem i nałożyłam małą dawkę cieni. Całość wyglądu przyozdobiłam srebrnym naszyjnikiem z motywem ptaka w klatce i białym, cienkim sweterkiem. Szczerze mówiąc, była zadowolona ze swojego wyglądu. Przyszykowana wyszłam z domu i udałam się do parku, w którym spędziłam tyle czasu. Tam miało się wszystko odbyć.

Znajdowałam się na miejscu, lecz nikogo tam nie zastałam. Usiadłam na ławce i czekałam na przybycie innych. Nagle moje oczy i buzie zasłoniły czyjeś dłonie. Przestraszona zaczęłam się szarpać, lecz nie dawało to żadnego efektu. Poczułam, że ktoś bierze mnie na ręce i zaczął biec. Nie minęły 2 minuty, a stanęłam na ziemię. Moje twarz została powoli odsłonięta, a przed sobą zobaczyłam pięknie przyozdobiony stół, balony i cudowne dodatki. Obróciłam się, by zobaczyć kto był sprawcą mojego strachu. Oczywiście był to Steven, który widzący moją minę mocno się uśmiechnął. Wraz z tym gestem zza krzaków wyskoczyła reszta mojej kochanej gromady i przybiegła do nas mocno mnie ściskając.
- Prawie dostałam zawału!
- To znaczy, że plan się udał ! - wypaliła Tessa i jeszcze raz mnie przytuliła. - Rachel złapała mnie za rękę i przyprowadziła do białego , przyozdobionego kwiatami krzesełka. Po chwili wszyscy usiedli na swoje miejsca. Po mojej prawej siedział Steven ściskający moją dłoń. Zaraz za nim miejsce zajęła Tessa. Natomiast po lewej stronie, zaraz przy mnie siedziała Rachel a później Michael. Wszyscy mieli na twarzach uśmiechy, jednak czułam, że w środku wcale nie są szczęśliwi.
Nagle usłyszałam dźwięk stukania łyżki o szklankę. Tym gestem Steven chciał przykuć uwagę reszty. Wstał i zaczął przemowę.
- Spotkaliśmy się tu dzisiaj, aby pożegnać naszą jakże cudowną przyjaciółkę, moją dziewczynę Lisę, która juto Nas opuści. Mam jednak nadzieję, że nasze drogi nie rozejdą się i dalej będziemy mogli spędzać cudownie chwilę, które zapamiętamy do końca życia. Przez te 2 tygodnie tyle zmieniło się w naszym życiu. Kiedyś nudne i zwykłe, teraz zmieniło się w pełne przygód. Chwilowe smutki i zakłopotania nie przeszkodziły Nam, wręcz przeciwnie. Dzięki temu nasze relacje polepszyły się. Darzymy się zaufaniem i przyjaźnią, która przetrwa do końca naszych dni. Kto by pomyślał, że w tak krótkim czasie można nauczyć się tak wielu rzeczy. Lisa, zapamiętamy Cię z jak najlepszej strony i myślę, że to rozstanie nie będzie na zawsze. A teraz słowa wyłącznie ode mnie. Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem tak cudownej dziewczyny jak Ty. Wniosłaś do mojego życia radość, szczerość, zaufanie i miłość. Kocham Cię całym sercem i nigdy Cię nie zapomnę. - po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie wiem, czy ze szczęścia, czy ze smutku. Te słowa wypowiedziane z taką szczerością ... nigdy takich nie usłyszałam. Niosły tak wiele emocji. Po prostu sprawiły, że rozkleiłam się jak dziecko. Przytuliłam najmocniej jak umiałam Tessę, Rachel, Michaela i na końcu Stevena, który przygotował to wspaniałe przemówienie. Nie umiałam się od niego oderwać. Chłopak złapał moją twarz w ręce i złożył na ustach słodki pocałunek. Jak ja sobie bez niego, bez nich wszystkich poradzę?

Czas leciał szybko. Niestety. Jeszcze nie raz się popłakałam. Tak trudno jest się rozstać się z tymi, których się tak bardzo kocha. Otrzymałam parę prezentów upamiętniających ta chwilę. Wszystkie bardzo mnie wzruszyły, jak na przykład: wspólne zdjęcia czy śmieszne wiersze o przyjaźni idealnie Nas opisujące, jednak jeden tak pozytywnie mnie zaskoczył, że po otrzymaniu go skoczyłam na szyję przyjaciół z uściskami, a był to śliczny, srebrny pierścionek z inicjałami Nas wszystkich na odwrocie.
- Żebyś o Nas nie zapomniała. - powiedział Michael.
- Nigdy o Was nie zapomnę kochani. Nigdy!
____________________________________________________________________________________________________
Jest!!!
Udało mi się w końcu napisać nowy rozdział, pomimo braku weny i trudności. Ale jest ^^
Mam nadzieję, że się spodoba. Naprawdę bardzo się nad nim napracowałam. Szczerze ... to jestem z siebie dumna.
Olbrzymie podziękowania dla Magdy "Zakręcona xD". Gdyby nie Ona byłoby mi o wiele trudniej go napisać. Dała mi dużo pomysłów i inspiracji ^^
Dziękuje także za starania m.in. dla One Direction <33, Ala022 i innych :D

Ps. Mam nadzieję, że za niedługo licznik odwiedzin dobije 3000 ;D i czekam na komentarze
  • awatar Gość: Suuper. !! : *
  • awatar Taapowalona: Super jak zawsze ;D :)
  • awatar Lucky girl: Masz dziewczyno talent wszystkie twoje rozdziały są super ciekawe ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (27) ›
 

 
Tak więc ... wiem, że 2 dni temu napisałam o chwilowym zawieszeniu bloga z powodu braku weny. Dzięki odczekaniu, skupieniu i oczywiście pomocy mam napisany już prawie cały rozdział, który na dodatek będzie trochę dłuższy niż zwykle ^^
Mam nadzieję, że się cieszycie. :D
Wpis postaram dodać się dzisiaj wieczorem ;)
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

:(

Hey. Pod moimi wpisami ostatnio widnieje coraz mniej komentarzy. Może jest to spowodowane tym, że rozdziały są nudne i niewarte przeczytania. Nie wiem...
Chciałabym to poprawić, ale nie mam w ogóle weny. Nic nie umiem wymyślić. Na dodatek pobyt Lisy w Londynie się kończy, więc tym bardziej nie mam pomysłów.
Myślałam, czy nie zawiesić tymczasowo bloga, tzn. że póki wena nie wróci nic a nic nie dodam :(
Przykro mi jest, ale nie wiem co zrobić... ;(
Jeśli chcecie mi pomóc w np. napisaniu nowego rozdziału to można pisać wiadomości prywatne lub na gg (jest podane w informacjach).
Przepraszam i mam nadzieję, że się na mnie nie zawiedliście :(
Tak więc chwilowo zawieszam ...
  • awatar ninj: Uwierz w siebie. DObrtze piszesz, dużo ludzi czyta. Więc czekamy na dalsze części ;) Mam nadzieję, że będzie to jak najszybciej ;d
  • awatar One Direction <33: Nowy rozdział :)
  • awatar Katherinee_ ♥: Ojj tam, każdemu sie zdaża brak weny. Też tak mam, ze coraz mniej komów ;/ ale ee tam .! A teraz dostaniesz opierdziel : TWOJE ROZDZIAŁY NIE SĄ NUDNE ANI NIE WARTE PRZECZYTANIA. WRĘCZ PRZCIWNIE. ! KOCHAM je i chcem ,żebyś jak najszybciej napisała nowy ;* PS. Jak masz ochotę to wbij do mnie , bo świerzy rozdział jest. Możesz zgapić odemnie ^.^ nie obrażę się <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Powoli podniosłam powieki. Cała zdrętwiałam. Ostatnio za często zdarzało mi się spać na podłodze. Spojrzałam na Rachel. Leżała na moich kolanach. Delikatnie podniosłam jej głowę i podłożyłam pod nią blisko leżącą poduszkę. Wstałam i pomaszerowałam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i uczesałam włosy w kucyk, pożyczając przy tym grzebień przyjaciółki. Gdy to już zrobiłam wróciłam do pokoju, w którym spała Rachel. Po cichu nałożyłam na siebie sweter i wymknęłam się z mieszkania. Postanowiłam, że wrócę tam za paręnaście minut. Głód dał mi znak, że muszę skierować się do sklepu. Weszłam do pierwszego lepszego sporzywczaka. Wzięłam koszyk i rozglądałam się po regałach zabierając przy tym parę produktów. Zauważyłam, że market jest prawie pusty i nabrała mnie straszna ochota na zabawę z dzieciństwa. Wzięłam długi rozbieg i stanęłam na krawędzi wózka odpychając się przy tym nogą. Moją radochę przerwało jednak gwałtowne zatrzymanie. Oczywiście jak na złość musiałam się z kimś zderzyć. Chłopak obrócił się w moją stronę, a ja miałam już zacząć go przepraszać jednak on powiedział do mnie roześmianym głosem
- Czy my zawsze musimy się tak spotykać ?!? - poznałam go. Był to oczywiście Michael. Za każdym razem, jak się spotykaliśmy na niego wpadałam. Dosłownie!
- Najwidoczniej tak. - odpowiedziałam i parsknęłam śmiechem. - Przepraszam. - dodałam po chwili.
- Nic nie szkodzi. Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak, prawda. Szkoda. - naprawdę było mi przykro. Był cudownym chłopakiem, o którym nigdy nie zapomnę. Pomógł mi w trudnych chwilach. Jego słowa się sprawdziły, z czego jestem dumna.
- Może dasz namówić się na spacer ? - zaproponował posyłając mi przekonujące spojrzenie przy czym lekko przechylił głowę na bok. Wyglądał jak szczeniaczek proszący o kość.
- Niestety, ale moja przyjaciółka mnie potrzebuje. - niestety musiałam odmówić. Po chwili do głowy wpadł mi pomysł. Przecież, jeśli chce poprawić Rachel humor, to nie będę gnieździć się z nią w mieszkaniu. Tym bardziej ona mówiła, że 'zamawia' Michaela. To co, że mówiła to do żartów. Ja uznałam to inaczej. - Albo ... tak, z chęcią pójdę z tobą na spacer, ale z kimś jeszcze. - zaproponowałam.
- Z tą twoją przyjaciółką ? - zapytał z pewnością.
- Tak. Zgadzasz się ? - zrobiłam minkę podobną do jego podczas namowy na spacer.
- Pewnie. - odpowiedział i uśmiechnął się. Ja zrobiłam to samo dając mu znak zadowolenia.
- To za 30 minut w parku ? - Michael kiwnął głową w górę i dół. Poszliśmy do kasy i rozdzieliliśmy się przed sklepem. Mam nadzieję, że Rachel da namówić się na mały wypad. Musi się zgodzić!
Doszłam do domu. Zastałam obudzoną Rachel z wielką szopą na głowie, rozmazanym makijażem i piżamie, jednak jej wyraz twarzy nie był najgorszy, co mnie ucieszyło.
- Witam kochanego śpiocha. - zawołałam przytulając się do dziewczyny.
- Hej. - powiedziała trochę zaspanym głosem. - Co Ty taka wesoła ? - zapytała po chwili.
- Mam dla Ciebie niespodziankę!!!
- O nie! Ty i te niespodzianki. Mam się bać ?
- Ubieraj się! Szybko! - krzyknęłam do niej popychając w stronę jej pokoju. Rachel na początku lekko się opierając poszła we wskazane miejsce. Po 10 minutach stanęła przede mną ubrana w czarną sukienkę, uczesana w warkocz i pięknie umalowana. Złapałam ją za rękę i z wielkim uśmiechem przekroczyłam próg mieszkania. Przez całą drogę Rachel w ogóle się nie odzywała. Nie wiedziała gdzie ją prowadzę, po prostu szła w ciszy z przestraszoną miną. Po 10 minutach znajdowałyśmy się już w parku.
- Po co tu jesteśmy ? - pierwszy raz od wyjścia zapytała.
- Zobaczysz. - powiedziałam z stanowczością.
- No powiedz!
- Nie! - nadal upierałam się na swoim.
- Wiesz, że nie jestem w najlepszym humorze.
- Właśnie dlatego Cię tu zabrałam. - Rachel w końcu się uciszyła i zrezygnowana usiadła na krawędzi ławki, ja natomiast zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu bruneta, jednak nigdzie go nie widziałam. Usiadłam koło przyjaciółki i czekałam. Zniecierpliwiona wstałam i obróciłam się, tak aby zobaczyć widok za mną. Moim oczom ukazał się oczekiwany przybysz. Szeroko się uśmiechnęłam i pobiegłam go chłopaka. Towarzyszka spojrzała na mnie i chyba poznała osobę, do której się udawałam, ponieważ delikatnie się zarumieniła. Po krótkiej chwili dołączyła do mnie.
- Rachel, Michael. - przedstawiłam parę.
- Tak, wiem. - odpowiedziała cicho i podała rękę brunetowi, który delikatnie ją uścisnął. Stali w bezruchu dopóki nie wtrąciłam się.
- To może gdzieś idziemy?
- Z chęcią. - odpowiedzieli chórkiem.
- To może na lody? Ja stawiam! - zaproponowałam wyszczerzając się.
- Pewnie! - pomaszerowaliśmy w stronę oddalonej o niecałe 100 metrów budki. Rozmawialiśmy ze sobą. Głównie ja i Michael. Pytał się mnie o Stevena. Jak nam się powodzi. Gdy tylko powiedziałam o szczęśliwie zakończonym zdarzeniu na jego twarzy ukazał się uśmiech zadowolenia i dumy. Niestety rozmowa doszła do tematu wylotu z Londynu. Źle czułam się mówiąc, że zostały zaledwie 3 dni w UK, ale dodałam także, że na pewno nieraz wrócę do Anglii i wszystko będzie dobrze.
Doszliśmy do wybranego miejsca. Podeszłam do małej lady i zamówiłam lody. Jeden truskawkowy dla mnie, drugi waniliowy dla Rachel i czekoladowy dla Michaela. Czekałam chwilkę na zamówienie. Odwróciłam się w stronę towarzyszy i chwilkę się im przyglądałam. Rozmawiali ze sobą. Przyjaciółka nieśmiało spoglądała na bruneta, który wzrok miał wlepiony w nią jak w obrazek. Wyglądali na prawdę słodko. Czemu nie poznali się wcześniej ? - pomyślałam. Ponownie odwróciłam się, tym razem w stronę lady. Wzięłam do rąk lody. Gdy doszłam do przyjaciół podałam im je. Podziękowali i skierowaliśmy się do najbliżej stojącej ławki. Po cichu usiedliśmy delektując się 'zimnym cudem'. Rachel i Michael nie przerywali rozmowy. Ja tylko się przysłuchiwałam. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie.
Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Ruchem głowy przeprosiłam i wstałam.
- Hej. Gdzie jesteś ? - zapytał Steven.
- Hej. Z Rachel i Michaelem, niedaleko parku.
- A mogłabyś ich opuścić ? Margaret wypuszczono ze szpitala. Jesteśmy u mnie.
- To świetnie! Zaraz będę. - odpowiedziałam i podeszłam do pary.
- Przepraszam, ale muszę iść. - pokiwali tylko głową na znak zgody. Powoli odeszłam machając do nich. Zastanawiało mnie pytanie, co będzie dalej. To znaczy z Michaelem i Rachel. Wyglądają razem świetnie. To nie będzie tylko zwykła znajomość.
Znajdowałam się już przed drzwiami do mieszkania Stevena. Delikatnie zapukałam. Chłopak otworzył i zaprosił do środka. Na fotelu siedziała jego matka i piła kawę. Na mój widok uśmiechnęła się i odłożyła napój na stolik. Usiadłam obok niej. Tym razem rozmowa kleiła się i była całkiem przyjemna. Margaret wcale nie wyglądała, jakby dopiero wyszła ze szpitala. Tryskała pogodą ducha. Jak dobrze, że się pogodziłyśmy.
____________________________________________________________________________________________________
Jupiiii!
Udało się!
Nareszcie napisałam nowy rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Sama średnio jestem z niego zadowolona, bo jest nudny, no ale ...

Dziękuje za komentarze i odwiedziny!!!
Cieszę się, że czytacie moje opowiadanie ;D

Ps. Dziękuje "One Direction <33" za wsparcie ^^
  • awatar Styles .♥: świetne aa! ;* Zapraszam do mnie : D
  • awatar Bless Skarbie ♥: zapraszam ; ] u mnie nowe rozdzialiki ; ] ps. Fantastyczny rozdział ; ]
  • awatar Believe in dreams ♥: Wcale nie jest nudny . Jak by rzeczywiście taki był to zasypiała bym przed laptopem czytając go , a tak nie było . Jest świetny . ; 3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Zauważyłam, że niestety pod moimi wpisami znajduje się coraz mniej komentarzy :( i doszłam do wniosku, że rozdziały będe dodawać jak będzie ich co namniej *15*. Nie obiecuje, że notke dodam odrazu po tym jak już tyle ich się znajdzie. ' Czasem mogą być wyjątki i dodam wcześniej'.
Troche mi przykro ;( Mam nadzieje, że się nie obrazicie, a liczba komentarzy wzrośnie.

Ps. Przepraszam, że daje warunek, ale mam wrażenie, że coraz mniej osób interesuje się moim blogiem ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Dochodziła 9:30. Z trudem zwlekłam się z łóżka i ociężałym krokiem poszłam odwiedzić moją szafę. Postanowiłam, że ubiorę się 'na wesoło'. Sięgnęłam po długą pastelowo-niebieską koszule z krótkim rękawem i uroczym kołnierzykiem. Do tego wybrałam żółte rurki z kokardką przy lewej kieszeni. Włosy spięłam w wysoki kucyk, który delikatnie opadał mi na ramiona. Po zjedzeniu miski płatków z mlekiem pomyślałam, że w moim mieszkanku przydałoby się niezłe sprzątanie. Jeśli chodzi o czystość, to nie miałam z nią problemu. Nie lubiłam mieć bałaganu, ale przez nadmiar emocji i mało czasu nie zadbałam o ład. Wyszłam na hol hotelowy i zaczęłam szukać jakiegokolwiek schowka na miotły czy coś w tym stylu. Moim oczom ukazały się nieduże drzwi. Niepewnie je otworzyłam. W środku zastałam wiadra, miotły, różnego rodzaju płyny i środki. Wzięłam parę potrzebnych mi rzeczy i poszłam do swojego pokoju. Pozamiatałam i umyłam podłogi, powycierałam kurze, pościeliłam łóżko i poukładałam w szafkach. Po niecałych 40 minutach pomieszczenia lśniły czystością. Dumna z siebie usiadłam na fotelu, wzięłam do ręki książkę, którą wcześniej znalazłam i zaczęłam czytać. Lektura była naprawdę ciekawa. Jej początek opowiadał o samotnej dziewczynie szukającej swojego miejsca w rzeczywistości. Moją uwagę przykuły słowa "Nieważne ile osób jest przy tobie. Nieważne ile masz cierpliwości. Nieważne jak długo się na coś starasz. Ważne, że w nawet najgorszych chwilach nie patrzysz w tył i idziesz przed siebie z nadzieją, że będzie lepiej", "Każdy potrzebuje wsparcia, miłości i czasu, lecz jeśli dobrze się ich nie wykorzysta, to stają się bezużyteczne, tak jakby się ich w ogóle nie otrzymało". Piękne, prawdziwe słowa idealnie pasujące do mnie. Nie miałam dużo przyjaciół, żaden chłopak nigdy nie powiedział mi "Kocham Cię",wstawałam z łóżka tylko dlatego, aby wieczorem znowu się do niego położyć. A teraz? Teraz mam najcudowniejszych przyjaciół, kochającego chłopaka i z chęcią rozpoczynam nowy dzień. W tak szybkim czasie moje życie się zmieniło. Wiem, że za cztery dni wylatuje z Anglii, ale mam przeczucie, że to nie będzie koniec. Nie pozwolę na to, aby moje życie na nowo straciło swój sens. Rozstanie będzie ciężkie, wiem, ale jeszcze się z tym miejscem przywitam. Sama sobie to obiecuje!
Odłożyłam książkę na swoje miejsce i nałożyłam na siebie jasny, krótki płaszczyć oraz czerwone trampki. Z uśmiechem wyszłam z hotelu. Po drodze jak zwykle napotkałam gospodarza kwiaciarni.
- Dzień dobry. Poprosze jednego, żółtego tulipana. - powiedziałam delikatnym głosem. Mężczyzna zwinnym ruchem wyjął kwiat z wody i zawiązał na nim pomarańczową kokarde z wstążki. Odpowiedziałam na ten gest uśmiechem i podałam mu pieniądze. Lekko podskakując szłam w strone szpitala, aby zrobić Margaret małą niespodziankę. Pomimo, że droga była dość długa doszłam uradowana. Wolnym krokiem weszłam do znanej mi sali. Na łóżku zobaczyłam rozmawiającą z pielęgniarką matke Stevena. Gdy tylko spojrzała w moją strone ukazała białe zęby. Pewnie doszłam do niej usiadłam na krześle. Po niespełna 2 minutach zostałyśmy same. Wstałam i włożyłam kwiatka do stojącego na stoliku wazonu.
- Dziękuje, nie trzeba było.- powiedziała ze skromnością.
- Jak się Pani czuje ? - zapytałam po chwili.
- Bardzo dobrze. Z chęcią wyszłabym już teraz ze szpitala, ale niestety nie moge. I proszę, mów mi Margaret. - rozmawiałyśmy przez około półgodziny. W większości była to romowa o Jej zdrowiu. Zdarzyło się nawet, że pochwaliła mój ubiór, później jednak natrafił się temat o mnie i Stevenie. Teściowa - jeśli tak mogłam ją już wtedy nazywać jeszcze raz przeprosiła mnie za wcześniejsze akcje, docinki i kłótnie.
- Zapomnijmy o tym. - powiedziałam po dłuszczym dialogu Margaret, która kiedy usłyszała te słowa uśmiechnęła się. Widać, że Jej ulżyło.
- Dziękuje. - odpowiedziała delikatnym głosem.
Rozmowa była miła i przyjemna. Jeszcze nigdy takiej z matką Stevena nie prowadziłam. Zadowolona z efektu wyszłam ze szpitala. Droga powrotna zajęła mi troszke mniej czasu, dzięki czemu wpadłam jeszcze do Rachel. Delikatnie zapukałam do drzwi, ale nikt nie otwierał. Ponowiłam próbę co nadal nie dawało skutku. Wolnym ruchem chwyciłam klamke i popchnęłam drzwi, które otworzyły się po cichym skrzypnięciu. Niepewnie weszłam do środka. Widok, który ujrzałam przeraził mnie. Pod ścianą siedziała Rachel. Jej zwykle radosne oczy były pełne smutku. Po zazwyczaj rumianych policzkach spływały łzy. Szybko podbiegłam do niej.
- Co się stało!?! Rachel! - uniosła tylko delikatnie głowe. Razem z tym gestem mocno przytuliłam ją do siebie. Jej szybki i siesforny oddech krążył po całym pomieszczeniu a serce biło tak szybko, że miałam wrażenie, że wyskoczy na zewnątrz. - Rachel, co się stało ? - zapytałam ponownie.
- Bo, bo ... - zaczęła krztusić się łzami, które jak strumienie spływały jej po rozmazanej twarzy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jeszcze nigdy nie widziałam Jej w takim stanie. Nie widziłyśmy się od zaledwie jednego dnia. Pozwoliłam Rachel pobrudzić moją koszulke. Czekałam, aż w końcu się uspokoi, co nie przychodziło Jej łatwo. Po jakim czasie dopiero wzięła się w garść i opowiedziała mi o zaistniałym zdarzeniu. Okazało się, że chciała zaszaleć i wybrała się na impreze. Trochę wypiła, dzięki czemu stała się celem chłopaka. Wypowiedziała tylko pare słów, lecz ja już wiedziałam dokładnie o co chodzi. Nic nie mówiłam, tylko siedziałam wtulona w Rachel, która po niespełna pół godzinie zasnęła mi na kolanach. Jacy ludzie są okrutni.
____________________________________________________________________________________________________________
I jak się podoba ?
Dość się przy nim napracowałam, pomimo, że nie jest zbyt długi i ciekawy. Niby mam wene, ale nie umiem jej dobrze użyć. Niestety.
Czekam na komentarze. Prosze, jeśli przeczytacie wpis zostawcie go po sobie.

Ps. Jak podobają Wam się wymyślone przeze mnie cytaty, które wystąpiły w tekście ?
  • awatar nowa<3: świetny:)będe zawsze komentować:0 obiecuje:)dodaje do ważnych:)dodałam nowy odcinek:)
  • awatar żuczek. ^^: świetny rozdział! Cytaty piękne ;) :*
  • awatar Gość: MMM...cudowny rozdział<3 i pisz dalej!! dobra to jest już 16 komentarz więc dodaj nowy!! Wpadaj też do mnie i komentuj :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Wszystko działo się tak szybko. Pomimo złego początku chciałam aby czas się cofnął. Aby to wcale się nie stało. Ona nie zasługiwała na śmierć. Żałowałam tego, że się nie dogadałyśmy. Wiele rzeczy chciałabym zmienić, niestety czasu cofnąć się nie da. Ludzie odchodzą z tego świata, tak szybko jak na świat przyszli.
Ciekawe jak Steven się wtedy czuł. Gdybym dowiedziała się, że moja matka umiera zrobiłabym wszystko by jej pomóc, ale w tym przypadku nic nie dało się zrobić.
Nagle poczułam napływające w me ciało gorąco. Nogi uginały się pode mną a głowa zrobiła się ciężka i obwisła. Niesforne serce zaczęło szybciej bić a oddech stał się niespokojny. Świat został zasłonięty mgłą. Poczułam, że upadam...

Obudził mnie zatroskany głos.
- Lisa! Lisa, proszę obudź się. Lisa. - Powoli otworzyłam oczy. Leżałam w szpitalnym łóżku do połowy nakryta białym kocem. Na początku nie wiedziałam co tam robię i co się stało, jednak po chwili moje myśli na nowo się napełniły. Delikatnie przechyliłam głowę na bok. Na krześle obok mnie siedział Steven i uważnie mi się przyglądał. Jego poważna i troskliwa mina doprowadziła mnie do lekkiego strachu.
- Jak dobrze, że się obudziłaś. Nie wiesz jak się martwiłem. - powiedział po chwili.
- Co Ty tu robisz ?
- Jak to co ? Zemdlałaś. Lekarze przenieśli Cię tu, do sali.
- Nie oto mi chodzi! Wiem, że zemdlałam! Jeszcze raz pytam. Co Ty tu robisz?!? - powtórzyłam. - Powinieneś byś przy swojej matce, a nie przy mnie! Przecież ona ...
- Ona żyje. - Przerwał mi Steven.
- Naprawdę ? - zapytałam ze zdumieniem. - Przecież, przecież było takie piiiipppp ... i pielęgniarki przybiegły z takimi tymi! - chłopak lekko uśmiechnął się po mojej jakże mądrej wypowiedzi po czym przerwał ją pocałunkiem.
- Za dużo gadasz. - powiedział i znowu przyłożył swoje wargi do moich, ja jednak lekko go odepchnęłam i powiedziałam stanowczo.
- Musimy iść do Twojej matki! - Steven bez jakichkolwiek sprzeciwów poszedł do lekarza zapytać o pozwolenie. Czułam się dobrze więc zgodził się na prośbę. Szybko wstałam i razem z blondynem ruszyliśmy do sali, w której leżała Margaret. Zastaliśmy ją rozmawiającą z rudowłosą, młodą pielęgniarką. Ona gdy tylko nas zobaczyła uśmiechnęła się i wyszła. Zostaliśmy tylko ja, Steven i jego matka. Na jej wcześniej bladej jak ściana twarzy pojawił się lekki rumieniec, dzięki czemu wyglądała o niebo lepiej. Siniaki i zadrapania niestety nie zniknęły, ale nie zwracałam na nie uwagi.
Steven wolnym, ale pewnym krokiem podszedł do Margaret i usiadł na tym samym co wcześniej krześle. Ja także postępowałam tak, jak sprzed półgodziny i stałam pod ścianą lekko się o nią opierając. Przyglądałam im się uważnie. O czymś rozmawiali, lecz Margaret mówiła tak cicho, że nic z tego dialogu nie zrozumiałam. Uśmiech z twarzy matki nie znikał. Nie dziwie się jej. Z ledwością uszła z życiem, czuje się chyba dobrze, siedzi przy niej ukochany syn a ona znowu może posmakować powietrza. Zauważyłam, że kątem oka spogląda w moją stronę. Posłałam jej nieśmiały uśmieszek i spuściłam głowę. Gdy po około minucie podniosłam ją dalej czułam na sobie jej spojrzenie.
- Podejdź tu dziecko. - usłyszałam słowa dochodzące z jej ust. Dziwiłam się nimi, ale zrobiłam to, o co poprosiła. - Wiem, że nie zaczęłyśmy za dobrze, ale chciałabym to nadrobić. Po tym całym zdarzeniu uświadomiłam sobie jak szybko można stracić życie, a ja dopóki je mam, chcę się pogodzić. Widzę, że naprawdę się kochacie i nawet moje groźby Was nie rozdzielą. Czy przyjmiesz przeprosiny ? - Nie umiałam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Naprawdę się tego nie spodziewałam. Byłam tak szczęśliwa, że w oczach zebrały mi się łzy. Oczekiwałam tych słów tak bardzo jak kwiat na pustyni deszczu.
- Oczywiście! - wyjąkałam i delikatnie przytuliłam Margaret, która chyba też była zadowolona.
- Jak tylko wyjdę z szpitala zapraszam Was do siebie! - powiedziała i szeroko się uśmiechnęła ukazując nam swoje białe zęby.
- Z chęcią przyjdę.
- Niestety jeszcze musimy troche poczekać, aż wyzdrowiejesz. - dodał Steven z lekkim grymasem na twarzy. Wiem jednak, że w środku był uradowany jak dziecko gdy dostanie nową zabawke.

Dochodziła 16:00. Większość dnia spędzona w szpitalu. To było męczące, ale bardzo się ciesze, że wszystko się ułożyło. Margaret dobrze się czuła. Lekarz chyba to zauważył, ponieważ powiedział, że możliwe, że matka Stevena będzie mogła wrócić do domu już pojutrze. Mam wielką nadzieję, że tak będzie. Czekam z niecierpliwością!
___________________________________________________________________________________________________
Oto nowy rozdział!
Tak jak obiecałam dodałam po 16 komentarzach do wcześniejszego rozdziału ;)
Ciesze się, że jednak czytacie mojego bloga i zalezy Wam na tym, abym pisała. To poprawia mi humor ^^
Tak więc czekam na komentarze. Prosze, jeśli przeczytacie wpis zostawcie go po sobie

Ps. Co do zawodów ... zdobyłam brązowy medal :D
Tak jak rok temu ^^
 

 
Rozdział prawdopodobnie jeszcze dzisiaj będę miała napisany, ale nie dodam go dopóki nie będzie przynajmniej 16 komentarzy do wcześniejszego wpisu. Przynajmniej taki mam zamiar. Trochę mi przykro, ponieważ komentarzy jest coraz mniej. No niestety ... może znudziło Wam się moje opowiadanie :(
Mam nadzieje, że nie.
Tak więc czekam ;]
  • awatar Sunflower.: Nie znudziło się! :) Pisz dalej, masz talent i inspirujesz mnie ;)
  • awatar ...Zamarzona ...<3: @Ewelinaa..: @ninj: To świetnie :D Podnosi mnie to na duchu, jednak nadal czekam na 16 komentarzy ^^
  • awatar Evelynn.: Nikomu sie nie znudziły ! Przynajmniej nie mi ! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Powoli otworzyłam oczy. Obok siebie zobaczyłam jeszcze smacznie śpiącego Stevena. Wyglądał tak słodko <3. Wzięłam do ręki telefon. 9:40. Pocichu wstałam i udałam się w strone łazienki. Na sobie miałam wczorajsze ubrania. Szybko je zdjęłam i wzięłam prysznic. Później wysuszyłam włosy i spletłam je w warkocz.
Wyszłam z łazienki w samym ręczniku by zabrać jakieś ciuchy. Blondyn zdążył się już obudzić.
- Dzień dobry. - rzuciłam.
- Dzień dobry. - odpowiedział i przeciągnął się. - Masz wygodne łóżko. - dodał i uśmiechnął się.
- Wiem o tym. - odpowiedziałam i podeszłam do leżącego chłopaka. Lekko nachyliłam się nad nim by wziąć leżącą dalej koszulkę. On natomiast złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie tak, że upadłam na niego. Steven zaczął się ze mnie śmiać.
- Ej! Puszczaj! - krzyknęłam z lekką kpiną w głosie.
- Nie!
- Tak!
- Nie kłóć się!
- Ale ja jestem w samym ręczniku!
- Mi to nie przeszkadza. To bardzo twarzowy ręcznik. zaczął żartować ze mnie dalej mocno mnie trzymając i śmiejąc się. Kochałam go za osobowość i charakter. Potrafił śmiać się z byle rzeczy. Idealnie sprawdzał się w trudnych sytuacjach.
- No dobra, idź. - w końcu Steven puścił mnie, a ja szybkim krokiem ruszyłam w strone łazienki łapiąc po drodze ciuchy. Po chwili już ubrana w szary t-shirt i czerwone spodnie wyszłam. Tym razem blondyn stał przy oknie odwrócony plecami do mnie i rozmawiał z kimś przez telefon. Nie zwrócił na mnie uwagi. Jego głos przybrał niską barwe. Powolnym krokiem podeszłam bliżej niego. Na jego twarzy malowało się zmartwienie i powaga.
- Dziękuje. Ale już wszystko dobrze? Tak, tak. Dobrze. - tylko to usłyszałam z romowy. Steven odłożył telefon na półke. Spojrzał na mnie spod spuszczonej głowy. Zauważyłam, jego zaszklone oczy, z których spływała pojedyńcza łza.
- Co się stało? - wydobyłam z siebie nie spuszczając wzroku z chłopaka.
- Moja mama jest w szpitalu. - odpowiedział po głębokim wdechu. - Miała wypadek. Żyje, ale jest w ciężkim stanie. - kontynuował. Widziałam, że jest mu trudno to mówić. Sama byłam w wielkim szoku. Nie umiałam uwierzyć w słowa Stevena. Pomimo nie najlepszych relacji z Margaret czułam zakłopotanie i żal. Nie mogłam patrzeć na Stevena i to w jakim jest stanie więc z delikatnie przytuliłam się do niego licząc, że choć troche to pomoże. Po chwili, gdy serce chłopaka biło już wolniej i delikatniej powoli odsunęłam się od niego nie przestając trzymać go za ręke.
- Steven ... - zaczęłam pomimo niemałego trudu. - Jedziemy do szpitala.
- Chcesz do niej jechać ? - zapytał z lekkim zdziwieniem.
- No pewnie, że tak. Musisz przecież się spotkać z matką, a ja będe twoim wsparciem. - odpowiedziałam spokojniejszym głosem. Steven posłał mi lekki uśmiech mówiący "Dziękuje". Zaraz po tym geście przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło.
- No chodź już. - powiedziałam po chwili. Blondyn szybkim ruchem złapał klucze ze swojego mieszkania leżące na szafce a ja nałożyłam na siebie bejsbolówke.
Po 5 minutach znaleźliśmy się w przytulnym pokoju chłopaka. Steven w mngnieniu oka się przebrał a następnie zabrał pare przydatnych rzeczy. Wyglądał na spokojnego i wyluzowanego, lecz tak na pewno nie było.

Do szpitala dojechaliśmy w 30 minut autobusem. Weszliśmy do budynku. Nie znałam go zbyt dobrze. Zawsze tryskałam zdrowiem, moi rodzice zresztą też. Jedyny raz kiedy pamiętam, że byłam w szpitalu to podczas choroby mojego dziadka. Niestety zmarł, ale pozostały mi po nim dobre wspomnienia. Zawsze zabierał mnie do parku oddalonego od mojego domu o zaledwie 150 metrów. Kazał mi siadać na huśtawce i zaczynał mnie na niej kręcić. Raz przez taką zabawe na niego zwymiotowałam.
Był dobrym człowiekiem pełnym pasji i marzeń.
Z zamyślenia wyrwał mnie Steven. Poszliśmy we wskazaną przez pielęgniarke strone. Stanęliśmy przed białymi drzwiami. Blondyn niepewnym ruchem pociągnął za klamkę. Zobaczyłam pewną kobietę leżącą na niedużym łóżku. Miała liczne zadrapania i siniaki na twarzy i rękach. Jej prawa noga była zabandażowana i podparta o poduszke. Jej ledwo otwarte oczy skierowane były w naszą strone. Widać było, że każdy, nawet najmniejszy ruch sprawia jej ból. Steven powolnym krokiem podszedł do matki. Ja stałam w bezruchu po ścianą. Chłopak usiadł na krześle obok łóżka. Delikatnie złapał ręke Margaret i przytulił ją do swojego policzka, po którym spłynęła łza. Z trudem oglądałam to zdarzenie. W pewnym momencie cisze zakłócił cichy, zachrypnięty głos.
- Nie wiesz jak się ciesze, że tu jesteś. - Steven podniósł głowe i spojrzał na matke, która usiłowała się uśmiechnąć. Chłopak przetarł ręką łze spływającą po jej policzku. Lekko odwrócił się w moją strone i szybkim gestem pokazał bym podeszła. Niepewnie wykonałam zadanie i stanęłam obok dwójki. Margaret spojrzała na mnie delikatnym wzrokiem. Troszkę się uśmiechnęła i zamknęła oczy. Nagle usłyszęliśmy pisk. Na ekranie zamiast krzywych linii popłynęła prosta jak drut kreska. Ze strachem odsunęłam się. Steven wybiegł z pomieszczenia i zaczął wołać o pomoc. Szybko przybiegły pielęgniarki reanimując nieprzytomną matkę Stevena. Nie umiałam patrzeć na to, co się dzieje więc wtuliłam głowe w chłopaka i zaczęłam płakać. Na moje włosy także kapały łzy. To takie trudne gdy odchodzi ktoś ważny dla Ciebie, a Ty nic nie możesz na to poradzić.
_____________________________________________________________________________________________________________
Przepraszam, że rozdział taki krótki. Zatrzymałam w takim momencie, ale ... :D
Wiem, że dawno nic nie dodałam. Nienawidze mieć zaległości, ale nie umiałam nic wymyślić.
Wybaczcie !
Czekam na komentarze ^^

A tak w ogóle, to jutro ide na zawody pływackie więc trzymajcie kciuki ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Musze dodać ten wpis.
Naprawde nie wiecie jak się ciesze!
Tego bloga mam od zaledwie 45 dni, a moge pochwalić się 100 obsrwujących mnie osób!
Dziękuje Wam bardzo. Jestem szczęśliwa, że podoba się Wam moje opowiadanie ^^

Ps. Co do opowiadania, niestety nie wiem, kiedy dodam coś nowego. Brak czasu robi swoje. Postaram się dodać jak najprędzej :D

Jeszcze raz dziękuje :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Obudziłam się cała obolała. Nie zdziwiło mnie to, bo zasnęłam na podłodze oparta o ściane, która nie jest zbyt miękka i wygodna. Rozprostowałam się i poszłam do łazienki. Moim oczom ukazała się dziewczyna w rozmazanym makijażu i poczochranych włosach. Żeby wyglądać choć troche jak człowiek wzięłam prysznic. Następnie ubrałam na siebie byle jakie ciuchy. I tak nie miałam zamiaru wychodzić z domu, więc po co się stroić. Zabrałam telefon z szafki i zaczęłam sprawdzać wiadomości.
- Hej. Jak się czujesz ? - zastałam smsa od Tessy. Druga wiadomość była bardzo podobnej treści, ale od Rachel. Na obydwa odpisałam " Jakoś się trzymie ". To prawda jakoś się trzymałam, lecz tylko z zewnątrz. W środku natomiast czułam pustke. Na telefonie czekała jeszcze jedna wiadomość.
- Hej. Możemy się dzisiaj spotkać ? Steven - dostałam nagły atak gniewu. Co?!? On po tym wszystkim chce się spotkać!?! Niech się spotyka z tą swoją blondyneczką! Rzuciłam telefon na łóżko. W oczach miałam już łzy. Nie chciałam żeby wypłynęły, ale robiły co chciały.
Stałam przez chwile bez ruchu. Z tego stanu wyrwał mnie dźwięk pukania . Przetarłam policzki, poprawiłam włosy przczesując je dłonią i powolnym krokiem ruszyłam do drzwi. Niepewnie je otworzyłam. Przede mną stał bardzo dobrze mi znany blondyn. Szybkim ruchem popchnęłam drzwi, tak aby się zatrzasnęły. To jednak się nie stało, ponieważ Steven przytrzymał je nogą.
- Lisa. Co się dzieje ? - zapytał troskliwie i wszedł do mojego mieszkania.
- Wynoś się stąd! - zaczęłam krzyczeć.
- Ale o co chodzi Lisa?!? Co się dzieje ? - powtarzał.
- Ty się pytasz co się dzieje! To ja się powinnam pytać!
- Czemu ?!?
- Myślisz, że nie widziałam Cie wczoraj z tą blondyną! Jak mogłeś! A ja Cie kochałam! - nie wytrzymałam. Po policzkach już spływały mi liczne łzy.
- To nie tak jak myślisz! Wcale nie kocham tamtej dziewczyny, tylko Ciebie! Przyszłem tu, bo chciałem powiedzieć Ci coś ważnego.
- Co jest niby takie ważne!?! - nie umiałam się uspokoić i cały czas krzyczałam.
- Koniec!
- Koniec czego? - zapytałam już spokojniej troche przerażona.
- Koniec z moją matką. Już nie będzie wtrącać się w nasze życie. A tamta "blondi" to była jej jakaś posłannica. To ona pocałowała mnie, a nie ja ją! - zaniemówiłam. Nie wiem, czy ze szczęścia, czy z niedowierzania.
- Lisa, prosze. Uwierz mi. Kocham Cię! Tylko Ciebie! - spojrzałam mu w oczy. Mówiły wszystko. Nie kłamał. Na prawde mnie kochał! Ja jego też.
Steven patrzył na mnie i oczekiwał jakiejkolwiek reakcji. Zrobił delikatny krok w moją strone. Posłałam mu delikatny uśmiech pełen szczęścia. Blondyn szybko podszedł do mnie i mocno przytulił. Następnie nachylił głowe tak, aby stykała się z moją. W końcu nasze usta złączyły się w jedność. Byłam wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie. Nikt nie odbierze mi tamtej chwili!
Z moich oczu znowu popłynęły łzy. Tym razem z szczęścia. Chłopak objął mnie delikatnie w talii. Tą cudowną chwile przerwało dzwonienie telefonu Stevena. Wyjął komórke z kieszeni i spojrzał na ekran. Szybko nacisnął czerwoną słuchawke.
- Czemu nie odebrałeś? - zapytałam.
- Teraz jestem tylko dla Ciebie. - odpowiedział uśmiechając się tak, jak nigdy dotąd. Złapał mnie i podniósł. Czułam się tak bezpiecznie w jego ramionach. Blondyn położył mnie na łóżku, następnie zrobił to samo ze sobą. Leżeliśmy przy sobie patrząc głęboko w oczy. Takie chwile nie powinny się nigdy kończyć, ale czas nie czeka... Niestety
- Jeszcze cały dzień przed nami. - powiedział Steven posyłając mi cwaniacki uśmieszek.
- Co Ty szykujesz ? - zapytałam tym samym tonem.
- Ubieraj się szybko!
- Co?!? Co kombinujesz ?
- Szybko, szybko! Zobaczysz ... - z uśmiechem na twarzy poszłam do łazienki. Przebrałam się w jasne dżinsy i dłuższą, falbaniastą bluzke. Na to nałożyłam kamizelke i wyszłam pokazując się blondaskowi.
- Wyglądasz bajecznie.
- Dziękuje. - Steven złapał mnie za ręke i poprowadził do drzwi. Gdy wyszliśmy z hotelu chłopak zasłanił mi oczy chustką.
- Ej! Co Ty robisz?!?
- To ma być niespodzianka! - odpowiedział i zaczął prowadzić mnie w niewiadome strony. Ciekawe jak wtedy wyglądaliśmy. Napewno dziwnie! Po dziesięciu minutach drogi Steven zatrzymał się. Powoli zdjął chustke z moich oczu.
- Niespodzianka!!! - usłyszałam krzyki. Stałam w znanej mi kawiarence. Przede mną zobaczyłam Rachel i Tesse skaczące z trzema balonami. Po chwili przybiegły do mnie i obściskały.
- Mówiłam, że coś zrobie. - powiedziała mi do ucha Rachel.
- Dziękuje. - posłałam jej cudowny uśmiech mówiący wszystko.
- Dla przyjaciół wszystko. - odpowiedziała i pomaszerowała z Tessą w strone wyjścia.
- A Wy gdzie się wybieracie? - zapytałam obracając się w ich strone.
- Wy macie teraz czas dla siebie. - po tych słowach dziewczyny delikatnie się do mnie uśmiechnęły i wyszły. Zostałam sama ze Stevenem. W kawiarence nie było żadnych ludzi, ponieważ dziewczyny i Steven specjalnie go zarezerwowali. Szef normalnie na to nie pozwalał, ale dla Nas zrobił wyjątek. Mogłam się nim nacieszyć. Usłyszałam wolną muzyke. Blondyn zaprosił mnie do tańca. Czułam się cudownie. Wtulona w niego delikatnie kołysałam się w rytm muzyki. Później kelner podał nam obiad. Pyszne jedzenie dopełniało całość atmoswery. Oczywiście nie obyło się bez wygłupów. Cieszyłam się, że przy Stevenie moge być sobą.
Na koniec spotkania, które trwało prawie 5 godzin blondyn nałożył mi na szyje cudowny naszyjnik z otwieraną zawieszką w kształcie serca. W środku zobaczyłam nasze wspólne zdjęcie i wygrawerowany napis " Zawsze będe Cię kochał ". Ten cudowny prezent doprowadził mnie do płaczu ze szczęścia.
Najwspanialszy dzień w moim życiu!
_________________________________________________________________________________________________________
I jak się podoba?
Dosyć napracowałam się przy tym rozdziale.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

uchyl.bramy.piekla
 
onethink
 
A lubie przerywać, bo tylko wtd ludzie to czytają ^^
Ale już kolejny zakończe normalnie <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Przygnębiona szłam w strone hotelu. Po policzku spływały mi to nowe łzy. Dlaczego tak długo się na coś pracuje, żeby stracić to w mgnieniu oka? Życie jest niesprawiedliwe. Nie! ... To ludzie są niesprawiedliwi. A co jeśli Stevenowi nie zależy ? Co jak odpuści i pozwoli swojej matce zniszczyć nasz związek ? - te pytania nie dawały mi się uspokoić. W głowie miałam totalny mętlik.
Stałam przed mieszkaniem. Z torebki wyjęłam kluczyk. Ręka tak mi się trzęsła, że nie umiałam trafić do zamka. Z trudem otworzyłam drzwi. Gdy tylko weszłam do środka położyłam się, a raczej skoczyłam na łóżko. Rozmazanym przez łzy tuszem do rzęs ubrudziłam białą pościel. Leżałam tak przez dłuższy czas płacząc i rozmyślając.
Po 15 minutach zasnęłam.
Obudziły mnie wrzaski i piski.
- Wstawaj śpiochu! Szybko! Mamy iść po wiadro ?!?
- Co Wy tu robicie ?!? - zapytałam nie obracając się.
- Postanowiłyśmy, że Cię odwiedzimy i w końcu dowiemy się co wczoraj się wydarzyło!
- Ale jak Wy tu weszłyście?!?
- A to już nasza tajemnica. I co ? I jak ? Oczarowałaś ją ?!? - po tych słowach zamarłam. "Oczarowałaś ją ?!? " - nie odpowiedziałam i schowałam głowe pod poduszke.
- Lisa ... Lisa - mówiły z zaniepokojeniem w głosie. Ja nadal nie odpowiadałam, więc przytuliły się do mnie. Nie musiałam nic mówić, żeby wiedziały o co chodzi.
- Próbowała mi dopiec! Co chwile mówiła coś przeciwko mnie! W końcu nie wytrzymałam! ... - nie dokończyłam. Po policzku zaczęły mi spływać łzy pozostawiając liczne ślady.
- Już dobrze, nie płacz. Lisa prosze. Wszystko dobrze. - Przyjaciółki powtarzały, ja jednak wcale nie czułam się lepiej.
- Uspokój się. My już coś zrobimy. - powiedziała Rachel. Po tych słowach lekko podniosłam głowe i spojrzałam Jej w oczy. Widziałam w nich szczerość. Skoczyłam na dziewczyny z uściskami. Po 5 minutach Rachel i Tessa wyszły z mojego mieszkania zostawiając mnie sam na sam z problemami.
Wzięłam do ręki telefon. Sześć nieodebranych połączeń. Jedno od Rachel, drugie od Tessy. Widocznie przed spotkaniem próbowały się do mnie dodzwonić, ale wyciszyłam telefon. ... Kolejne od Stevena.
Rzuciłam komórke na łóżko. Sama zrobiłam podobnie. Oparłam się o ściane i zanurzyłam w tym, co tylko przychodziło mi do głowy. Myślałam o Stevenie, o Jego matce, o mnie. O tym jak postąpi. O tym, czy mu na mnie zależy. Po prostu o Nas. To wszystko nie dawało mi spokoju.
Miałam dość siedzenia w ciszy i rozmyślania nad tym co mogłoby być lepiej, więc postanowiłam się ubrać i wyjść na spacer. Tego mi było trzeba. Spaceru po parku. Nałożyłam na siebie granatową koszule i jasne dżinsy. Włosy spięłam w koński ogon. Po dziesięciu minutach byłam gotowa do wyjścia.
Szłam powoli ulicą mijając dobrze już znane budynki i sztandary. Po chwili otaczały mnie już licznie rosnące drzewa i krzaki. Usiadłam na ławce wpatrując się w dwójke ludzi stojących w oddali. A dokładniej chłopaka i dziewczyne w moim wieku. Stali pod fontanną. Ohhh ... niedawno ja i Steven tak wyglądaliśmy. Zaraz zauważyłam, że się całują. Bliżej przyjrzałam się parze. Blondyn był bardzo podobny do Stevena ... To był Steven! Moje serce stanęło. Poczułam straszny ból. Myślałam, że zaraz upadne na ziemie. Ja jednak stałam znieruchomiała i nie umiałam uwierzyć w to co widze.
Dopiero po chwili mogłam się ruszać. Zaczęłam biec przed siebie. Z moich oczu spływały łzy. Jak on mógł ?? Jak!!!???
Wbiegłam do mieszkania przerażona. Zaczęłam beczeć. Po prostu beczeć. Nie wiem jak inaczej to nazwać. Dusiłam się łzami. Czułam, że moje serce pękło. Oparłam się o ściane i zjechałam po niej w dół. Skuliłam głowe w kolana.
Nie wiedziałam ile tak siedziałam, ale minęło dość troche czasu bo zaczęło się ściemniać. Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Nie miałam zamiaru wstawać. Nie miałam zamiaru robić cokolwiek. Pukanie ucichło. Klamka się ruszyła, a po chwili do mojego mieszkania weszły Tessa i Rachel. Gdy tylko zobaczyły mnie, w jakim jestem stanie przybiegły krzycząc
- Lisa, Lisa ! Co się stało? Lisa?!? - nie pokazywałam żadnych znaków życia. Siedziałam skulona, czekając na reakcje przyjaciółek.
- Lisa! No powiedz coś!
- On... on - nie umiałam wydobyć z siebie słowa. - On się całował z jakąś blondyną!! - łzy zaczęły spływać mi po rozmazanej przez tusz twarzy.
- Co ?!? - nie umiały uwierzyć. - Ale ... jak to ?
- Poszłam na spacer do parku. I ... i on tam ... - nie dokończyłam. Nie umiałam. Czułam zbyt duży ból w sercu.
Dziewczyny nie odzywały się, tylko siedziały z opuszczonymi głowami. Wiem, że przeżywały to, co się stało.
Siedziały ze mną do późnego wieczora. nie rozmawiałyśmy zbytnio ze sobą, ale dawały mi pocieszenie.
Gdy tylko myślałam o zaistniałym zdarzeniu do oczu napływały mi nowe łzy. Nie wiedziałam jak potoczy się mój los, ale czułam, że już nie będzie jak dawniej.
_____________________________________________________________________________________________________________
Mam nadzieje, że się podoba.
Kompletnie nie mam weny. Żeby napisać ten rozdział siedziałam chyba godzine. Nie jestem dokońca zadowolona, ale pomimo to mam nadzieje, że zobacze pozytywne komentarze. Niestety tych komentarzy jest znacznie mniej niż zwykle. Troche mnie to martwi.

Ps. Wiem, że takie spóźnione ... ale Wesołych Świąt!
Przepraszam, że tak późnoooo !!
Ale prędzej się nie dało ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Jupiii!!!
Bardzoooo Wam Dziękuje !
Po 38 dniach doczekałam się :D
Cieszę się, żę ktoś czyta mojego bloga. To dla mnie ważne.
Jeszcze raz dziękuje! Mam nadzieje, że nadal będziecie mnie z chęcią odwiedzać ^^
:*
  • awatar Gość: Gratulacje :*
  • awatar Katherinee_ ♥: Gratuluję <3 Zasłurzyłaś :** Nowy u mnie ;]
  • awatar ninj: Jak ciekawe to i dużo odwiedzin ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Słowa Michaela dały mi do myślenia. "Skoro Stevenowi na tobie zależy, nie da swojej matce zniszczyć waszego szczęścia". Mam taką nadzieje. Jeśli to się nie stanie, strace część serca.

Rano obudziłam się o godzinie 10:00. Wzięłam szybki prysznic i umyłam zęby. Po wczorajszym deszczu pogoda się poprawiła. Zza chmur wyjrzało jasno świecące słońce. Postanowiłam, że skorzystam z tego i wyjęłam z szafy kwiecistą sukienke do kolan. Po ubraniu jej, na ramiona nałożyłam jasno-różowy sweterek. Brązowe klapki idealnie dopełniały całość. Ten promienny zestaw wcale nie odzwierciedlał mojego nastroju. Czemu to wszystko musi być takie trudne. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie pozwoli Ci być szczęśliwym. Nie wiem czy to prawda, ale te słowa pasowały do mojej sytuacji. Los płata figle i zawsze idzie swoją drogą nie patrząc na znaki.
Wyszłam z hotelu z lekkim grymasem na twarzy. To wszystko nie ma sensu. Pomimo takiego nastawienia szłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie, po prostu szłam. Minęłam kawiarenke. W środku nie widziałam Tessy. Może była na zapleczu lub wzięła wolne. Ciekawe jak tam Rachel. Nie rozmawiałam z nią, a powinnam. Może by mi pomogła, pocieszyła, jednak czułam, że chce być sama. Gdy tylko było mi smutno nie chciałam, aby wszyscy skakali nade mną i mówili, że wszystko będzie dobrze. Wolałam w samotności wszystko przemyśleć. Tak było i teraz. Mijałam kolejne sklepy i budynki. Bez celu maszerowałam przed siebie by choć troche wyładować emocje. Minęłam park. Codziennie tam spacerowałam. Obejrzałam każdy zakamarek. Nawet nie wiedziałam co jest dalej. Dzisiaj tego nie zrobiłam i nie skręciłam w uliczke drzew.
Gdy oddaliłam się już od parku zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam imie "Steven". Chciałam już odebrać, ale się rozmyśliłam. Nacisnęłam czerwoną słuchawke i wolnym krokiem szłam dalej. Po minucie znowu usłyszałam znaną melodyjke. Ponownie się rozłączyłam. Przez kolejne pięć minut Steven dzwonił nieubłagalnie. Po chyba siódmym razie odebrałam.
- Lisa! Czemu nie odbierałaś? Martwiłem się! - usłyszałam troskliwy głos.
- Wszystko w porządku.
- To dobrze - odpowiedział z ulgą. - Masz dzisiaj czas - dodał
- Czemu pytasz ?
- Mogłabyś dzisiaj do mnie przyjść ? Ty, Ja ... i moja mama. - ostatnie słowo zmroziło mi krew w żyłach. Już chciałam krzyknąć, że nie mam zamiaru z nią przesiadywać, ale się powstrzymałam.
- Dobrze - z trudem wydusiłam to z siebie. Sama nie wierzyłam, że właśnie się zgodziłam.
- To o 15:00 u mnie, dobrze ?
- Jasne. Pa.
- Pa.
Ooo Nieeeee ! Co ja zrobiłam!?! Ta Margaret mnie chyba zabije spojrzeniem ! Musze przetrwać ...

W momencie zakończenia rozmowy rozejrzałam się po okolicy. Zdałam sobie sprawe, że nawet nie wiem gdzie jestem. Hmmm ... Jak się obróce w prawo to widać reczke. Ja szłam koło rzeczki ?!? Chyba tak ...

Jakoś dotarłam do mieszkania. Już wole tam nie chodzić. Dochodziła 12:00. Za trzy godziny spotkanie. Musze się przygotować, na początku umysłowo, a potem w wyglądzie. Musi być idealnie. Jeśli nie strace miłość swojego życia.
Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer do Rachel. Odebrała po dwóch sygnałach.
- No hej! Nie odzywałaś się długo! - wykrzyknęła.
- Tak wiem. Mam sprawe ... - usłyszałam śmiechy w słuchawce.
- Przepraszam. Możesz powtórzyć?
- Jest z tobą Tessa ?
- Tak.
- Możecie do mnie przyjść ?
- Tak, jasne! Będziemy za 10 minut.
- Dobrze. Czekam.
Po piętnastu minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam a zza drzwi wyskoczyły dwie rozbawione dziewczyny trzymające w rękach lody.
- To dla Ciebie. - Rachel podała mi jednego z nich.
- Dziękuje. Tak więc jest sprawa ... - opowiedziałam przyjaciółką co zaszło przez ostatnie dni. Słuchały mnie uważnie a w oczach rysowało im się zaciekawienie i niedowierzanie.
- Ale ... Jak to ? - po wypowiedzi wydusiła z siebie Tessa.
- Aż trudno uwierzyć ! - dodała Rachel.
- Wiem, ale tak było. A najlepsze jest to, że Steven zaprosił mnie dzisiaj na spotkanie.
- Z nim i jego matka ?!?
- Tak!
- To musimy Cię nieźle przygotować!
- Na to licze. - Dziewczyny zaczęły się naradzać i paplać pomiędzy sobą. W końcu doszły do wniosku, że zaczniemy od wyglądu.
- To może podkręcimy Ci włosy ? - zaproponowała Tessa.
- Nie! Jeszcze ta Margaret pomyśli, że Lisa jest jakąś paniusią! Musi wyglądać naturalnie!- stanowczo zaprzeczyła Rachel wyciągając coś z mojej szafy. Zaczęła przyglądać się znalezisku i przywołała do sieie Tesse.
- Co o niej myślisz?
- Jest idealna! - odpowiedziała Tessa. Pokazały mi białą i zwiewną sukienke. Tą samą, którą kupiłam w pierwsze dni pobytu w Londynie. Wiązały mi się z nią miłe wspomnienia. Impreza.
- Jest cudowna! Do tego jakiś pasek i naszyjnik i nikt Ci się nie oprze!
Przebrałam się w wybrany zestaw i rozpuściałam włosy. Jeszcze tylko małe poprawki i byłam gotowa.
Rachel i Tessa sprawdziły się idealnie. Nawet ja byłam zaskoczona efektem końcowym. Dzięki temu nabrałam troche pewności siebie. Dochodziła 14:30. Postanowiłam, że będe się już zbierać. Przyjaciółki życzyły mi powodzenia, i bardzo dobrze! Wolnym krokiem ruszyłam w strone miejsca zamieszkania Stevena. Po dziesięciu minutach byłam na miejscu. O dobrej porze. Lekko zapukałam do drzwi. Nie wiedziałam co mnie czeka. Starałam się być pozytywnie nastawiona, co nie przychodziło mi łatwo. Drzwi otworzył Steven. Miał na sobie białą koszule z krótkim rękawem i ciemne spodnie. Zaprosił mnie do środka. Po jego wyrazie twarzy zauważyłam przerażenie. Ja pewnie miałam podobnie. Blondyn posłał mi pocieszający uśmiech i zdjął ze mnie brązowy sweterek. Weszłam do pokoju gościnnego. Na fotelu siedziała Margaret i piła kawe. Podeszłam do niej i przywitałam się. Ona podała mi ręke i spojrzała z grymasem na mój ubiór.
- Ale się wystroiłaś. - powiedziała z wredną miną.
- Chce po prostu dobrze wyglądać. - odpowiedziałam stanowczo.
- Według mnie wyglądasz olśniewająco - dodał Steven. Po tych słowach Margaret usiadła nie mówiąc nic więcej.
Poszłam w jej ślady. Steven przyniósł mi herbate.
- Co tam u Ciebie? - zapytał się mnie po chwili.
- Wszystko dobrze. - skłamałam. - A u ciebie?
- Też w porządku. - rozmowa nie kleiła się. Może dlatego, że było o jedną osobe za dużo?!?
- Jak przeprowadzka? - zwróciłam się do matki Stevena.
- Dobrze. - szybko odpowiedziała i wzięła łyka kawy. Nie umiałam wytrzymać panującej atmosfery.
- Skąd pochodzisz ? - zapytała Margaret. Zdziwiło mnie to.
- Z Polski.
- Raz tam byłam. Niestety ta wycieczka nie wiąże mi się z miłymi wspomnieniami. No cóż. Ludzie z tamtych okolic wydają mi się ... wredni i nieuczciwi. - "Odezwała się" - pomyślałam.
- Nie wszyscy. - usprawiedliwiłam się.
- A czemu tu przyjechałaś?
- Chciałam się odprężyć i coś zwiedzić.
- Dziewczyny w twoim wieku powinny się uczyć. - za wszelką cene chciała mi dopiec.
- Myślę, że trzy tygodnie odpoczynku nikomu nie zaszkodziły. - odpowiedziałam ze złością.
- Ja w twoim wieku pilnie chodziłam do szkoły, nie imprezowałam i pomagałam w domu. - Nie wytrzymałam.
- Czy Pani myśli, że jestem leniwa i nic nie robie! Ucze się dobrze, mam przyjaciół. Pomagam w domu! To, że przyleciałam tutaj by odpocząć nie zmienia tego faktu. - krzyknęłam. Sama dziwiłam się sobie, że to zrobiłam, ale byłam tak zdenerwowana, że nie dałam rady. Wstałam i podeszłam do wyjścia. Założyłam buty i sweter. Nic nie mówiąc wyszłam. Za sobą usłyszałam krzyki.
- Lisa! Stój! Prosze! - obróciłam się. To był Steven. Biegł za mną.
- Przepraszam Cię za nią. Nie chciałem, żeby tak to się skończyło.
- Nie rozumiesz tego, że ona chce nas rozłączyć! Jeśli Ci na nas zależy, to coś zrób! Ja już nie daje rady. - po wypowiedzeniu tych słów po policzku popłynęła mi łza. Poszłam w strone hotelu. Steven stał w miejscu oszołomiony. "Jak mu na Nas zależy, to nie da swojej matce zniszczyć naszego szczęścia".
______________________________________________________________________________________________________________
Nie miałam dzisiaj weny, jednak napisałam coś. A nawet dość sporo jak na mnie. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Wiem, że taki jakiś nudny ten rozdział ale nie mam co wymyślić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Co ?!? Ale jak ... ?!? To jakaś wariatka !!! - przeleciało mi przez zakłopotane myśli. Wszystko wirowało mi w głowie. Jeśli ona się tu wprowadzi moge zapomnieć o Stevenie. Po Jej wyrazie twarzy widać było zaciekłość i wredote. Wiedziałam, że robi to tylko dlatego, by rozdzielić mnie i Stevena. Cała roztrzęsiona wstałam.
- To może ja już pójde. - tylko to umiałam z siebie wydobyć. Nie czekając na odpowiedź wyszłam z mieszkania. Czy to już koniec ? - Te myśli nie dawały mi spokoju.
Znajdowałam się przy parku. Skręciłam w małą, gęstą uliczke, która poprowadziła mnie na placyk zabaw. Bez zastanowienia usiadłam na zardzewiałej huśtawce i dałam ponieść się emocjom. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co robić. Czułam się bezsilnie, czułam, że trace połówke serca. Powoli zsunęłam się na brudną ziemie. Schowałam głowe w dłoniach. Pomimo starań nie umiałam powstrzywać emocji. Z trudem otworzyłam mokre oczy. Zza jakby mgły zobaczyłam przed sobą 'tego' misia. Znajdował się w tym samym miejscu, w którym go pozostawiłam. Wstałam lekko się chwiejąc. Wolnym krokiem maszerowałam ku ławce. Wzięłam w rozstrzęsione ręce pluszaka i wtuliłam w niego głowe. Nikt go nie zabrał, więc ja postanowiłam to zrobić. Dawał mi radość. Tak jak małemu dziecku, który dostanie zabawke. W tym momencie to właśnie ja byłam tym dzieckiem, który potrzebuje pocieszenia.
Nagle na moim ciele poczułam krople deszczu. Założyłam kaptur i z brudnym misiem ruszyłam do mieszkania. Pogoda coraz bardziej się pogarszała. Zaczęłam biec nie patrząc przed siebie. Wpadłam na kogoś. Spojrzałam spod kaptura na twarz pechowca.
- I znowu się spotykamy. Szkoda, że w podobny sposób. - chłopak uśmiechnął się . Poznałam go. Był to Michael.
- Tak. Przepraszam, ale się śpiesze. - chciałam już iść, lecz zatrzymał mnie ciągnąc za ręke.
- Ty zawsze się spieszysz. - spojrzał mi głęboko w oczy. Po tym geście uśmiech z jego twarzy gwałtownie zniknął.
- Wszystko w porządku ? - spytał jąkając się.
- Tak. - spuściłam głowe. Michael podniósł moją brode, tak abym na niego patrzała. Nie umiałam wytrzymać. Po moim policzku spłynęła łza. Brunet przytulił mnie do siebie i za chwile pociągnął za sobą. Zaczął gdzieś iść trzymiąc mnie za naciągnięty rękaw bluzy. Nie opierałam się.
Po jakiś pięciu minutach staliśmy już przed starą kamienicą. Weszliśmy do jednego z mieszkań. Pokój, w którym się znajdowaliśmy pomalowany był na jasno-szaro. Na środku stał stolik, który otoczony był dwoma białymi fotelami i niedużą kanapą. Pod ścianą ustawiony był zestaw mebli i telewizor. Michael podprowadził mnie do fotela i wskazał ręką bym usiadła. Zrobiłam to, o co poprosił. Nie miałam siły się sprzeciwiać, natomiast on poszedł do kuchni. Po chwili przyszedł z kubkiem herbaty w dłoni.
- Czemu mnie tu przyprowadziłeś ? - zapytałam.
- Ponieważ widze w jakim jesteś stanie. A na dodatek zaczęło padać. Nie zostawiłbym Cie tam na deszczu.
Nastąpiła minuta ciszy, jednak brunet dodał
- Co się stało ?
- Długa historia.
- Ja mam czas. Opowiedz wszystko od początku- spojrzał na mnie z proszącą i przekonującą miną.
- Mieszkam w małej miejscowości w Polsce. Moje życie było nudne. Moi rodzice nie interesowali się mną. Chcieli mojego dobra, ale im to nie wychodziło. Postanowiłam zrobić coś ciekawszego i namówiłam matke do przyjzdu tutaj. Pomimo komplikacji od jedenastu dni jestem w Londynie. W pierwszy dzień mojego pobytu na rynku spotkałam chłopaka grającego na gitarze. Steven, tak ma na imię zaproponował mi lekcje. Później się zaprzyjaźniliśmy. Poszliśmy razem na dyskoteke i takie tam. Po paru dniach otworzono niedaleko kawiarenke. Tam poznałam Tesse. Zbliżyłyśmy się do siebie. Później ...
- Zaczęłaś chodzić z Stevenem ? - przerwał Michael.
- Tak. Od niedawna jest tu też moja dawna przyjaciółka. Wszystko było wspaniale, no prawie. Wczoraj przyjechała do Stevena matka mieszkająca na końcu miasta. Podczas spotkania zagroziła mi, żebym przestała spotykać się z jej synem. Nie powiedziałam mu o tym , chciałam. Niestety okazało się, że matka zrobiła mu niespodzianke i się do niego wprowadza. - po tych słowach po policzku spłynęła mi pierwsza łza.
- Ona nie pozwoli mi spotykać się z Stevenem. To koniec! Wiem, że brzmi to banalnie, ale ja nie wiem co robić! Dopiero co pogodziłam się z wyjazdem do Polski, a znowu się coś wydarza! - zaczęłam płakać. Kątem oka spojrzałam na bruneta. Uważnie mi się przyglądał. Jego twarz dawała wyraz smutku i współczucia. Lekko przysunął się do mnie.
- Wiedz, że jedna przeszkoda nie może zrujnować Waszego związku. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Łatwo mówić.
- Zależy Ci na nim ?
- Tak.
- A jemu na tobie ?
- Myśle, że też.
- Skoro tak, nie da swojej matce zniszczyć waszego szczęścia. - Te słowa poprawiły mi troche humor. Chłopak wypowiadał z pełnym przekonaniem. Czuł, że ma racje. Miałam taką nadzieje.
Nastąpiła cisza. Po chwili jednak Michael zapytał
- Skąd masz tego misia. - wskazał z zaciekawieniem na zabawke.
- Znalazłam.- ufałam mu, ale nie chciałam zdradzić mu tajemniczego miejsca.
Michael uśmiechnął się i wziął pluszaka w ręce. Przyglądałam mu się, jednak znudziło mi się to, więc podeszłam do okna. Deszcz ustąpił. Zaczynało się powoli ściemniać. Nie wiem kiedy minęło tyle czasu.
- Chyba musze już iść. - powiedziałam obracając się w strone chłopaka.
- Dobrze. Odprowadze Cię.
Ubraliśmy buty i spacerkiem szliśmy do hotelu.
Oto przykład, jak prawie nieznajoma Ci osoba staje się przyjacielem.
______________________________________________________________________________________________________________
I jak ?
Mam nadzieję, że się podoba.
Przepraszam, że dodałam dopiero dzisiaj, ale nie miałam czasu. Postarałam się, by był troche dłuższy i ciekawszy. Nie wiem, czy mi się udało.
A co do spr. po 6 klasie.
Hmmm ... myślę, że nie było tak źle.
Dziękuje za wszystkie trzymane za mnie kciuki ^^
  • awatar Katherinee_ ♥: Podoba się. Hheheh w końcu mam konto i moge swobodnie komentować. Czytam to opowiadanie od początku od 1 dnia, ale nie komentowałam. sory ;( Geeeniaalne. i słodkie : * Zapraszam do mnie pisze opowiadanie. Wkrótce będzie 1D ^^
  • awatar Miguelito. ♥: Podoba się !! I to jak !! ; DD Nowy rozdział.
  • awatar żuczek. ^^: super! też pisałam teeest ;) Zgadzam się. Nie był trudny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›